Moralność pani Dulskiej Gabriela Zapolska Moralność Pani Dulskiej to komedia polskiej pisarki i aktorki Gabrieli Zapolskiej wydana w 1907 roku. Autorka napisała ją w krótkim czasie na zamówienie Teatru Miejskiego we Lwowie. Utwór wystawiany był w teatrze oraz doczekał się ekranizacji filmowej.W tej tragifarsie, w której przeplatają się elementy komedii i tragedii, ukazuje ona m.in. ludzką głupotę, pazerność, skąpstwo oraz zakłamanie wypaczające stosunki społeczne.Poznajemy rodzinę Dulskich: Państwa Dulskich oraz ich trójkę dzieci – dwie córki i syn. Syn, Zbyszek, romansuje ze służącą, Hanką, na co Pani Dulska przymyka oko. Uważa ona, że „Na to mamy cztery ściany i sufit, aby brudy swoje prać w domu i aby nikt o nich nie wiedział”. Niespodziewanie Hanka zachodzi w ciąże. Czy Zbyszek zdecyduje się wziąć ślub z Hanką czy może Pani Dulska znajdzie jakieś rozwiązanie aby uniknąć skandalu? Gabriela Zapolska Moralność pani Dulskiej OSOBY: PANI DULSKA PAN DULSKI ZBYSZKO DULSKI HESIA, MELA DULSKIE JULIASIEWICZOWA Z DULSKICH LOKATORKA HANKA TADRACHOWA Rzecz dzieje się w mieście. AKT I Scena przedstawia salon w burżuazyjnym domu. – Dywany – meble solidne – na ścianach w złoconych ramach premia i Bóg wie jakie obrazy. – Rogi obfitości – sztuczne palmy – landszaft haftowany za szkłem. – Pomiędzy tym stara, piękna serwantka mahoniowa i empirowy ekranik. – Lampa z abażurem z bibuły – stoliki, a na nich fotografie. – Rolety pospuszczane – na scenie ciemno. – Gdy zasłona się podnosi, zegar w jadalni bije godzinę szóstą. – W czasie pierwszych scen powoli rozwidnia się – wreszcie rozwidnia się zupełnie, gdy story podniosą. SCENA I DULSKA Kucharka! Hanka! wstawać!… Mruczenie w kuchni. Co? jeszcze czas? Księżniczki! Nie z waszym nosem, a już wstałam… Cicho kucharka – nie rezonować. Palić pod kuchnią. Hanka! chodź palić w piecu w salonie. A żywo!… idzie ku drzwiom na prawo Heśka! Mela! wstawać! lekcje przepowiedzieć – gamy do grania… prędzej… nie gnić w łóżkach!… Chwilę chodzi po scenie, mrucząc. Idzie do pierwszych drzwi na prawo – zagląda – łamie ręce, wchodzi do pokoju ze świecą. SCENA II DULSKA Jak palisz? jak palisz? skaranie Boże z tym tłomokiem. Do krów, do krów, nie do pańskich pieców. Czego niszczysz tyle smolaków! Czekaj, ustąp się, ty do niczego – ja ci pokażę. przykuca sama i pali w piecu Ruszaj zbudzić panienki, a jak nie zechcą wstać, to pościągaj kołdry. Hanka idzie do pokoju dziewcząt, Dulska pali w piecu i dmucha, jaskrawy płomień oświetla jej twarz tłustą i nalaną – wraca Hanka. Cóż panny? wstają? HANKA Pościągałam kołdry. Panna Hesia kopnęła mnie w brzucho. DULSKA Wielka afera – zgoi się do wesela. Chwila milczenia. HANKA Proszę wielmożnej pani… DULSKA Widzisz, jak się w piecu pali? HANKA h Proszę wielmożnej pani… DULSKA Ja o wszystkim myśleć muszę. Niedługo przez was to zejdę do grobu. HANKA całuje ją w rękę Proszę wielmożnej pani! Ja chciałam prosić, że ja już od pierwszego pójdę sobie. DULSKA Co? jak? HANKA ciszej Pójdę sobie. DULSKA Ani mi się waż. Ja za ciebie zapłaciłam w kantorze. Musisz dalej służyć. A to mi się podoba! HANKA Ja dam na swoje miejsce. DULSKA Patrzcie ją! jak się odgryzła. Już jej się w głowie przewróciło. O! już miasto na nią działa… Może na pannę służącą się śpieszy? co? HANKA Proszę wielmożnej pani, to… przez panicza. DULSKA A… HANKA Tak… ja nie chcę – bo to… DULSKA Znowu? HANKA Ciągle – a to to – a to tak… a ja przecież… DULSKA nie patrząc na nią No – dobrze. Ja mu powiem. HANKA Proszę wielmożnej pani – to na nic. Przecież wielmożna pani już nie raz, nie dwa mówiła, że mówiła… DULSKA No – ale teraz to pomoże. HANKA Bo ksiądz mówił żeby odejść. DULSKA Czy ty u księdza służysz, czy u mnie? HANKA Ale ja księdza muszę słuchać. DULSKA Idź po mleko i po bułki. HANKA Idę, proszę wielmożnej pani wychodzi DULSKA idzie ku drzwiom sypialni małżeńskiej Felicjanie! Felicjanie! wstawaj!… spóźnisz się do biura… idzie do drzwi sypialni córek Hesia! Mela! spóźnicie się na pensję… GŁOS HESI Mamuńciu, tak zimno! troszkę ciepłej wody… DULSKA Jeszcze czego? Hartujcie się… Felicjan! wstajesz? Wiesz? ten błazen, twój syn, nie wrócił jeszcze do domu! Co? nic nie mówisz? naturalnie. Ojciec toleruje. Niedaleko padło jabłko od jabłoni. Ale jak będą dłużki małe – nie zapłacę. HANKA uchyla drzwi od kuchni Proszę wielmożnej pani – stróż przyszedł o meldunki tych państwa, co się sprowadzili. DULSKA Idę! Hesia! Mela! Felicjan! a to śpiąca familia. No! no! z torbami poszlibyśmy, żeby nie ja… wchodząc do kuchni Dlaczego stróż zostawia na dziedzińcu nową miotłę? Deszcz leje… Zamyka drzwi. Głos ginie. SCENA III HESIA Chodź! chodź! MELA Nie ma jej? HESIA Nie ma – słyszysz przecież, jak myje głowę stróżowi. Ha! jak miło ogrzać się trochę. MELA No! nie pchaj się – ja także… HESIA Czekaj… poprawię. A teraz daj grzebień, to cię uczeszę. MELA Daj spokój! Jak zobaczy, będzie krzyk. HESIA Niech krzyczy. Ja się nie boję. MELA Ale ja się boję. To tak nieprzyjemnie, jak kto głośno krzyczy. HESIA Bo ty jesteś sentymentalna. Ty się wdałaś w ojca. Lelum polelum… MELA Skąd ty wiesz, jaki jest ojciec? przecież ojciec nic nie mówi. HESIA E! już ja wiem. Zresztą masz jego nos. MELA To dziwne. HESIA czesze ją Co? MELA Niby że dziecko podobne do ojca albo do matki. Jak to się dzieje? HESIA A ja wiem! a ja wiem… MELA nieśmiało Wiesz?… powiedz… HESIA Nie ma głupich – nie powiem – ale wiem. MELA Kto ci powiedział? HESIA Kucharka. MELA O! kiedy? HESIA Wczoraj – jak mama poszła do teatru, a nas nie wzięła, bo to niemoralna sztuka. Poszłam do kuchni i tam Anna mi powiedziała! och! Melu!… och, Melu!… tarza się po dywanie, śmiejąc się MELA Hesia! Ja myślę, że to grzech. HESIA Co? MELA Mówić z kucharką o takich rzeczach. HESIA Kiedy to prawda. Tak jest naprawdę. MELA Gdyby to mama wiedziała. HESIA No to co? Krzyczałaby – ona wiecznie krzyczy. MELA po chwili A mnie nie powiesz? HESIA Nie. Nie chcę cię brać na swe sumienie. Nie gorsz malutkich!… Chwilę milczą. Hesia wstaje i na palcach idzie do sypialni Zbyszka – zagląda i wraca do pieca – wpół drogi spotyka ją Mela – siadają: Hesia na fotelu, a Mela zaplata jej włosy w warkocze. No! zrób teraz ze mnie dziewczę z czarną kosą spod wiejskiej strzechy… MELA To nie kręć się. HESIA Wiesz! Zbyszko znów poszedł na lumpkę. MELA Nie ma go? HESIA Nie ma. Coś bym ci powiedziała, ale przysięgnij się, że nikomu nie powiesz… nachyl się… Zbyszko lata za Hanką. MELA Po co?… HESIA E… bo ty… co z tobą gadać!… no, powiedz sama, czy można z tobą gadać? MELA No, bo mówisz, że lata. HESIA No – lata – czy zaczepia – czy kocha się – czy jak… MELA Och, Hesiu! Zbyszko? HESIA No co? nie byłaś na Halce? nie wiesz, jak to się dzieje? Panicz, no i nieszczęsna Halka gwałtem tu idzie… śmieje się serdecznie MELA Ale to na scenie… potem[1 - potem – tu: poza tym. [przypis edytorski]], to było wtedy, jak takie kontusze nosili – ale Zbyszko… och, Hesiu!… Wchodzi Hanka – klęka przy piecu. HESIA O, Hanka!… ja się jej zapytam. Zobaczysz, czy ja kłamię. MELA ze strachem Hesiu! nie pytaj się – ja… proszę!… HESIA Dlaczego? to swoja rzecz… zresztą mama nie słyszy. MELA Hesiu!… mnie czegoś przed Hanką wstyd. Milczenie. HESIA cicho No, to się nie będę pytać, ale ja widziałam wczoraj, jak on ją tu a tu szczypał. MELA A mówisz, że się w niej kocha. HESIA No… no właśnie. MELA Przecież gdyby się w niej kochał, to by ją nie szczypał. HESIA Wiesz co? ciebie pod klosz… no! no! MELA Za co, Hesiu, pod klosz. HESIA Za twoją głupotę! Chwila. Nagle. Ach! chciałabym wiedzieć, gdzie ten Zbyszko tak nocami chodzi? MELA naiwnie Może do parku na spacer – teraz tak ładnie… HESIA Głupia jesteś… nagle do Hanki Hanka! nie wiesz ty, gdzie tak panowie po nocach chodzą? HANKA Skądże ja?… HESIA No – tak, jak pan Zbyszko… do rana prawie co dzień. HANKA A no musi gdzieści… HESIA Pytałam się go – mówił: na lumpkę – a kucharka śmiała się także i mówiła, że to do nocnych kawiarni. Ach, Boże! kiedy ja się już naprawdę czegoś porządnie dowiem! kiedy ja już będę duża! kiedy nie będzie przede mną tajemnic. MELA A ja tak wolę. HESIA Co? MELA Nie wiedzieć o niczym. To tak jakoś miło. Ja wolę nic nie wiedzieć. HESIA Tuman!… SCENA IV DULSKA Czego wy tu? co to? ubierać się… Hanka sprzątać… Mela gamy!… Felicjanie!… wpada do sypialni małżeńskiej HESIA do Meli Zostań jeszcze – już wicher przeleciał. Felicjanie! MELA Hesiu!… HESIA Co? rodzicielka! e!… przesądy. MELA zgorszona Hesiu! patrz, Hanka się śmieje. HESIA No to co? Niech się śmieje? Cóż to ja nie mam własnego sądu? do Hanki Czego się śmiejesz, idiotko? – sprzątaj! Albo czekaj. Byłaś kiedy w nocnej kawiarni? HANKA Hi! hi! panienka też. Ja nawet nie wiem, gdzie to jest. HESIA Boś głupia. Kucharka była, jak była młoda. Mówi, że tam panowie siedzą, piją likiery i że tam bardzo wesoło. Kucharka mówiła, że tam są młode, ładne panny i że… MELA Cicho, Hesia! Jeszcze mama usłyszy. Hanka wychodzi. HESIA Idź! idź! to nie dlatego, że mama, tylko że ty nie chcesz, żeby ci się w głowie rozświetliło. MELA Mówiłam ci – wolę nie wiedzieć. HESIA Przed chwilą się sama pytałaś. MELA O co? HESIA O te… dzieci… MELA To co innego. HESIA Dlaczego? MELA Bo tamto o dzieciach to ciekawe, a to… brzydkie. HESIA Wcale nie – to jeszcze ciekawsze. MELA Może być – ale mnie to zaraz potem smutno. HESIA O!… idzie lump!… SCENA V HESIA Gdzie byłeś? gdzie byłeś? ZBYSZKO odsuwa ją laską Poszła!… HESIA Gdzie byłeś? lumpowałeś się? mój złoty, powiedz… powiedz… ja nic nie powiem mamie. ZBYSZKO Poszła… HESIA Ładnie się wyrażasz… Nie powiesz – a ja wiem. W nocnej kawiarni byłeś – likiery piłeś – ładne panny były… tak ładnie śmierdzisz cygarami… u, u!… jak ja to lubię… ZBYSZKO Mówię ci… poszła! MELA Hesiu! daj spokój! HESIA Tak? to tak ze mną? poczekaj! ja też dorosnę – ja też pójdę na lumpę – ja też będę chodziła po kawiarniach i będę pić likiery… po nocnych kawiarniach, jak ty – jak ty! skacze przed nim na jednej nodze ZBYSZKO Ładna edukacja!… ślicznie się zapowiadasz… HESIA A teraz, żeby cię nauczyć grzeczności w kole rodzinnym… woła Mamciu! Mamciu!… Zbyszko powrócił… ZBYSZKO Cicho bądź! DULSKA wpada jak bomba Jesteś? ZBYSZKO Jestem i znikam. Idę się przespać przed biurem. DULSKA Nie! – zostaniesz tu. Mam z tobą do pomówienia. ZBYSZKO A!… lecę z nóg. DULSKA surowo Wierzę!… do dziewcząt Proszę iść się ubrać. Mela do gam. MELA Już nie ma czasu. DULSKA Pięciopalcówki – na to starczy. Hesia znów podarła kalosze. ZBYSZKO Nie ma tu gdzie czarnej kawy? DULSKA Nie ma, mój panie! Hesia nic nie szanuje. Nigdy z ciebie nie będzie kobieta jak należy. Dziewczęta wybiegają. ZBYSZKO Nie ma czarnej kawy w tym zakładzie? DULSKA Gdzie byłeś? ZBYSZKO He? DULSKA Gdzie byłeś do tej pory? ZBYSZKO Gdybym mamci powiedział, to by mamcia tak skakała. DULSKA O!… ZBYSZKO Najlepiej więc nie pytać. DULSKA Jestem matką. ZBYSZKO Właśnie dlatego. DULSKA Muszę wiedzieć, na czym trawisz czas i zdrowie. ZBYSZKO Widzi mamcia, co mam pod nosem? Wąsy a nie mleko – a więc… DULSKA łamiąc ręce Jak ty wyglądasz! ZBYSZKO E! DULSKA Jesteś zielony. ZBYSZKO To modny kolor. Mamcia kazała także balkony i okna pomalować na zielono. DULSKA Która panna cię weźmie, jak będziesz tak wyglądał. ZBYSZKO Jeszcze gorszych biorą. Nie ma czarnej kawy w tym zakładzie? DULSKA Wyrażaj się inaczej. Ciągle myślisz, że jesteś w towarzystwie kokocic. ZBYSZKO Takie dobre towarzystwo, jak i inne. A potem co mamcia wydziwia na kokotki[2 - kokotka (a. kokota) – prostytutka. [przypis edytorski]]. Niby to i u nas nie ma kokot w kamienicy. Sama mamcia wynajmowała tej z pierwszego piętra. DULSKA z godnością Ale się jej nie kłaniam. ZBYSZKO Ale pieniążki za czynsz mamcia bierze od niej, że aż ha… DULSKA Przepraszam, to ja takich pieniędzy dla siebie nie biorę. ZBYSZKO A co mamcia z nimi robi? DULSKA majestatycznie Podatki nimi płacę. ZBYSZKO Ha… no… A ja idę spać. DULSKA Czy ty się przestaniesz lampartować? ZBYSZKO Jamais![3 - jamais (fr.) – nigdy. [przypis edytorski]] DULSKA Ja długów płacić nie będę. ZBYSZKO E! to już o tym później. DULSKA Zbyszko! Zbyszko! na tom cię mlekiem swym karmiła, żebyś nasze uczciwe i szanowane nazwisko po kawiarniach i spelunkach włóczył. ZBYSZKO Było mnie chować mączką Nestle’a – podobno doskonała. Dulska siada przy stole, zgnębiona. Zbyszko podchodzi, siada na stole i mówi do niej poufale. No… nie martwiuchny się, pani Dulska. Ale co mamcia chce, żebym ja tu z wami w domu robił? Nikt nie bywa… żyjemy jak ostatnie sobki. DULSKA Ciężkie czasy – nie ma na przyjęcia. ZBYSZKO E! człowiek jest zwierzęciem towarzyskim. Musi od czasu do czasu myśl wymienić. O! widzi mamcia, myśl – to wielkie słowo. Choć ono się stąd gna, to przecież tu i ówdzie się jeszcze kręci… DULSKA Ja tam nie mam czasu myśleć… ZBYSZKO Właśnie, właśnie. Więc też ja myk z domu, bo w domu właściwie cmentarz. A czego? Myśli – swobodnej, szerokiej myśli. DULSKA A więc do kawiarni, do… ZBYSZKO Tak – tak! do… Co mamcia może wiedzieć, którymi to drogami chadza ludzka myśl, nawet takiego jak ja kołtuna. DULSKA Jesteś głupi. Ty i twój ojciec – to jedna dusza. On co dzień w cukierni, a ty – Bóg wie gdzie… SCENA VI DULSKA No, wreszcie… DULSKI poprawia kołnierzyk przed lustrem ZBYSZKO Dzień dobry ojcu! DULSKI gestem wita syna DULSKA do męża Dziś fasujesz[4 - fasować (z niem. fassen: pobierać, otrzymywać) – tu: odbierać pensję. [przypis edytorski]]! DULSKI kiwa głową DULSKA A uważaj, żebyś nie zgubił. Na co czekasz? A! cygaro… Zbyszko – daj cygaro ojcu znad pieca. DULSKI bierze cygaro, które Zbyszko zdjął znad pieca – próbuje je DULSKA A czy wiesz, o której twój synek do domu wrócił? DULSKI wzrusza ramionami, że mu to obojętne, i wychodzi środkowymi drzwiami DULSKA Zwariować można z tym człowiekiem. ZBYSZKO Tak go mama wychowała. DULSKA Nie – to już zanadto. ZBYSZKO Dobranoc. Idę się zdrzemnąć. DULSKA A biuro? ZBYSZKO ziewając Nie ucieknie. DULSKA zatrzymując go Zbyszko! przyrzeknij mi, że się poprawisz. ZBYSZKO Nigdy – wolę raczej zdać egzamin państwowy. Wychodzi do swego pokoju. SCENA VII DULSKA Zetrzyj fortepian – popraw w piecu. Czy kucharka ubrana do miasta? HANKA Tak, proszę pani. Dulska wychodzi do kuchni. Hanka chwilę sprząta. – Zbyszko wychyla się ze drzwi ZBYSZKO Hanka? jesteś sama? HANKA Daj mi pan spokój! ZBYSZKO Cóż ci za mucha na nos siadła? HANKA milczy ZBYSZKO Chodź tu! pokaż mordeczkę! czegoś zła?… HANKA milczy, tylko coraz energiczniej sprząta – widać w niej walkę wewnętrzną ZBYSZKO Taka jesteś brzydka, jak się nadmiesz. HANKA nagle Pewnie… te panny, co pan od nich wraca, to ładniejsze. ZBYSZKO A! tędy cię wiedli. O to ci chodzi. HANKA Mnie o nic nie chodzi – tylko nie chcę, żeby mnie pan sekował[5 - sekować (wł. seccare) – dręczyć, nękać, prześladować, dokuczać komuś. [przypis edytorski]]. ZBYSZKO Jak będziesz dla mnie lepsza, to będę w domu siedział. HANKA Ja ta nie potrzebuje. Może se pan iść do tych pannów. ZBYSZKO Albo to prawda! Aż się za mną trzęsiesz. HANKA Niech pan idzie, bo jeszcze starsza pani wejdzie. ZBYSZKO Ale o… Pocałuj pana w rękę, za to, żeś go rozgniewała. HANKA śmiejąc się Figa! uderza go po łapie ZBYSZKO A ty szelmo… Chce ją objąć – wchodzi Mela, która wydaje lekki okrzyk – potem zaczerwieniona, z oczyma spuszczonymi idzie do fortepianu – Hanka ucieka – Mela siada i gra ćwiczenia pięciopalcowe. Gdy Mela zostaje sama, chwilkę gra – potem wstaje, idzie do pokoju Zbyszka i puka. MELA Zbyszko! ZBYSZKO wychyla głowę ze drzwi – nieubrany Czego? MELA tajemniczo Nie bójcie się… ja nic mamci nie powiem. ZBYSZKO Na czysto zwariowała. MELA Bo przecież to nie wasza wina. ZBYSZKO Co? MELA nieśmiało No… Hanka i ty… jeżeli wy… ZBYSZKO A fe! mówić o takich rzeczach? Wstydź się… majtki widać, a – taka popsuta… MELA Ja? ależ Zbyszko – ja właśnie myślę przeciwnie… ja… ZBYSZKO Daj mi spokój! Chowa się. Mela stoi smutna i zamyślona – podchodzi do fortepianu i zaczyna grać – w tej chwili wpada Hesia w płaszczyku i kapeluszu. Taki sam płaszczyk i kapelusz ma w ręku dla Meli – na ziemię rzuca książki w paskach. SCENA VIII HESIA Ubieraj się, Ofelio! żywo! już chłopcy idą do szkoły. MELA wstaje – kładzie płaszczyk i kapelusz Hesiu! ty nie będziesz tak strzelała oczami na tego wysokiego studenta. HESIA Będę robiła, co mi się podoba. MELA Mnie za ciebie wstyd. HESIA To się wstydź! A spróbuj co powiedzieć przed mamą, to ja zaraz powiem, że ty zamiast spać w nocy, wzdychasz. Mama się będzie za to więcej gniewała, jak za studenta. MELA To wątpię. HESIA Ale ja nie. Mama mnie zna i wie, że ja znam granice i że ja się nie zapomnę… MELA Jak ty to rozumiesz? HESIA Ja już wiem, co mówię, o lelijo z pól rodzinnych! DULSKA Hanka! chodź odprowadzić panienki. HANKA w kuchni Idę! DULSKA Macie parasol? iść prosto – nie oglądać się. Pamiętać: skromność – skarb dziewczęcia. do Hesi Nie garb się… Hanka wchodzi w chustce. HESIA rzuca jej książki Bierz, ciućmo pokręcona. Do widzenia mamci! Dziewczęta wychodzą z Hanką. Dulska chodzi, ściera prochy – wzdycha – dzwonek w przedpokoju – Dulska idzie otwierać ostrożnie – zobaczywszy lokatorkę, cofa się. SCENA IX DULSKA Przepraszam… jestem nieubrana. Proszę panią – zaraz wrócę. LOKATORKA Ja tylko na chwilkę. Niech się pani gospodyni nie krępuje. DULSKA Tak – tak – wrzucę tylko co na siebie. biegnie do swego pokoju. Lokatorka wchodzi powoli. Jest bardzo blada i smutna. Widocznie przeszła jakąś ciężką chorobę i moralne zmartwienie. Siada na najbliższym krześle – patrzy w ziemię i siedzi nieruchoma. Po chwili wchodzi Dulska, odziana w barchanowy, dostatni szlafrok. Proszę panią na kanapę. LOKATORKA Dziękuję. Tylko parę słów. Dostałam list pani… urywa. Milczenie. DULSKA Pani już zupełnie wyszła ze szpitala? LOKATORKA Tak. Pozawczoraj mnie mama przywiozła. DULSKA Widzę, że pani zdrowa. LOKATORKA ze smutnym uśmiechem O! jeszcze daleko! DULSKA Och! w domeczku swoim wróci pani szybko do sił. Dla kobiety nie ma jak dom. Ja zawsze to powtarzam. LOKATORKA Tak, skoro ktoś ma ten dom. DULSKA Wszakże pani ma męża, stanowisko. LOKATORKA Tak… ale… milczenie. Z wysiłkiem. Proszę pani. Czy to rzeczywiście konieczne, ażebym na przyszłego pierwszego się wyprowadziła? DULSKA Proszę pani… ja mieszkania pani koniecznie potrzebuję dla krewnych. LOKATORKA Wolałabym pozostać. Trudno będzie znaleźć w zimie. DULSKA Ach, to niemożliwe. Powtarzam pani, niemożliwe. LOKATORKA Przecież przy dobrej woli. Wiem, że pani kazała kartę na mieszkanie wywiesić, a więc krewni pani się nie sprowadzają. DULSKA sznurując usta Ach! niech pani nie zmusza mnie do sprawienia jej przykrości. LOKATORKA Czy pani ma mi co do zarzucenia? DULSKA z wybuchem A! proszę pani, to już przechodzi granice! A skandal, który pani przez swe otrucie wywołała! LOKATORKA A więc o to chodzi? DULSKA A o cóż innego? Płacili mi państwo czynsz – dzieci i psów nie mieli, ostatecznie tyle co o te ranne trzepanie dywanów się rozchodziło. I mogliby państwo mieszkać nadal, aż tu… skoro o tym pomyślę, pąsy na mnie biją. Pogotowie ratunkowe przed moją kamienicą!!! Pogotowie! jak przed szynkiem, gdzie się pobiją. LOKATORKA Ależ, proszę pani, wypadek może się zdarzyć wszędzie. DULSKA W porządnej kamienicy wypadki się nie trafiają. Czy pani widziała kiedy przed hrabską kamienicą Pogotowie? Nie! A potem ta publika w gazetach! Trzy razy wymienione nazwisko Dulskiej – nazwisko moich córek przy takim skandalu… LOKATORKA Ależ, proszę pani – chyba pani zna przyczyny i… DULSKA Wielka afera, że pani mąż, no i ta dziewczyna… to swoja rzecz… LOKATORKA Ależ to była moja sługa. To szkaradztwo. Ja tego znieść nie mogłam. Skoro się przekonałam… DULSKA Zażyła pani zapałek… taka trywialna trucizna… Ludzie się śmieli. I jeszcze jak się to skończyło. Cała komedia – gdyby pani była umarła – no… LOKATORKA Sama żałuję. DULSKA Nie mówię dlatego – tylko że to niby śmierć, to zawsze coś niby… ale tak… no… powiadam pani, śmieli się. Kiedyś jadę tramwajem – przejeżdżamy koło mej kamienicy, bo przystanek trochę dalej – a jacyś dwaj panowie pokazują na mój dom i mówią – patrz! to ten dom, co się ta zazdrosna żona truła… I zaczęli się śmiać. Myślałam, że tam na miejscu zostanę w tym tramwaju. LOKATORKA pokornie Ja panią bardzo przepraszam za te nieprzyjemności. DULSKA E! moja pani – publika została publiką. LOKATORKA Ja bardzo to przechorowałam. Zresztą ja nie wiedziałam co robię. Ja byłam wtedy jak szalona… płacze cicho DULSKA Pewnie, moja pani. Każdy samobójca musi być szalony i stracić poczucie moralności i wiary w obecność Boga. To, to jest tchórzostwo. Tak jest – tchórzostwo. A potem zagłada własnej duszy. Dobrze, że samobójców chowają osobno. Niech się nie pchają między porządnych ludzi. Zabijać się!… I dla kogo? Dla mężczyzny. A żaden mężczyzna, moja pani, nie jest wart, aby przez niego iść na potępienie wieczne. LOKATORKA Proszę pani, to nie chodziło o mężczyznę, ale o męża. DULSKA E! LOKATORKA Nie mogłam ścierpieć tego pod moim dachem. DULSKA Lepiej pod swoim, niż pod cudzym. Mniejsza publika. Nikt nie wie. LOKATORKA Ale ja wiem. DULSKA Moja pani! Na to mamy cztery ściany i sufit, aby brudy swoje prać w domu i aby nikt o nich nie wiedział. Rozwłóczyć je po świecie, to ani moralne, ani uczciwe. Ja zawsze tak żyłam, ażeby nikt nie mógł powiedzieć, iż byłam powodem skandalu. Kobieta powinna przejść przez życie cicho i spokojnie. Ta już to jest tak i żadne nic nie pomoże. LOKATORKA Gdyby jednak pan Dulski zapomniał się ze sługą… DULSKA Felicjan? – to niemożliwe. Pani go nie zna. A potem[6 - a potem – używane jest tu stale w znaczeniu: a poza tym, a ponadto. [przypis edytorski]]… to już pani rzecz. Ja muszę strzec siebie i swoich od publiki. Pani może znów taką bezbożność popełnić, bo to podobno taki szał to wraca. Więc… LOKATORKA wstając Rozumiem. Wyprowadzę się. Chciałam pani jednak powiedzieć, że kazać mi teraz szukać mieszkania, to ani dobre, ani uczciwe… Jestem taka osłabiona. DULSKA obrażona wstaje Uczciwości mnie pani nie nauczy! Ja wiem co uczciwość. Pochodzę z zacnej, zasiedziałej rodziny i ja publiki nie wywołuję. LOKATORKA hamując się Nie wątpię. Jednak może się pani nie obawiać. Drugi raz truć się nie będę. Na to trzeba wiele odwagi, pomimo tego, że pani to nazywa tchórzostwem… A potem trzeba wiele cierpieć. Na to już nie mam sił i… już bym tak nie potrafiła cierpieć raz jeszcze. Zresztą – rozstaję się z mężem, więc to najlepsza gwarancja, że już zazdrosna nie będę… uśmiecha się smutnie DULSKA Rozstaje się pani z mężem? Bardzo pani źle robi. To nowa publika i nikt pani racji nie przyzna. Nawet z tej przyczyny nie mogłabym pani dłużej wynajmować mieszkania w mej kamienicy. Kobiety samotne to nie tego… to… no, pani rozumie. LOKATORKA ironicznie Tak, rozumiem. Jednak ta pani z pierwszego piętra, która po nocach wraca… DULSKA z godnością To jest osoba żyjąca z własnych funduszów i zachowująca się nadzwyczaj skromnie. Ta mi jeszcze Pogotowia przed dom nie sprowadziła. LOKATORKA ironicznie Tylko gumy i automobile. DULSKA Stają zawsze kilka kamienic dalej. A potem zdaje się, iż ja nie mam obowiązku zdawać sprawy z mego postępowania przed panią. LOKATORKA Zapewne, zawiodłoby nas to za daleko. Żegnam panią. DULSKA A proszę tych, co będą oglądać mieszkanie, nie zrażać… LOKATORKA wychodząc Powiem, że jest wilgoć, bo rzeczywiście jest wilgoć. DULSKA Na to jest sąd, łaskawa pani. LOKATORKA Tak mi każe moje sumienie. Żegnam panią. We drzwiach staje Juliasiewiczowa. DULSKA wzburzona Maniu! słyszysz? – będziesz świadkiem. Pani mówi, że… LOKATORKA Żegnam panią. wychodzi SCENA X DULSKA wściekła A to… a to… takie coś, takie… JULIASIEWICZOWA Niechże się ciocia uspokoi. DULSKA Jak tak dalej pójdzie, to będę musiała w lecie jechać do Karlsbadu[7 - Karlsbad – miejscowość uzdrowiskowa (dziś: Karlove Vary). [przypis edytorski]] i tam sztrudel[8 - sztrudel – niem. Strudel to: strucla, ale też topiel, odmęty, wir wodny; Dulskiej chodzi zaś o „szprudel”, rodzaj wody mineralnej. [przypis edytorski]] pić! JULIASIEWICZOWA Ja z ciocią pojadę. DULSKA Obejdzie się. JULIASIEWICZOWA O cóż poszło? Zdaje mi się, że to lokatorka z parteru, ta co się truła. DULSKA Tak… tak… ta sama. Wyszła ze szpitala. Skandal! Przecież po czymś podobnym trzymać ją w kamienicy nie mogę. Sama byłaś świadkiem. Jak ją wynosili, to była prawie naga. Horendum[9 - horendum (łac. horrendum) – okropność, coś przerażającego. [przypis edytorski]]! Wymówiłam jej mieszkanie. JULIASIEWICZOWA Tak? A to się dobrze składa. Nam właśnie podwyższyli. My chętnie to mieszkanie weźmiemy. DULSKA Obejdzie się. JULIASIEWICZOWA Przecież mogłaby to ciocia zrobić dla nas, jako dla krewnych. DULSKA Za ciężkie czasy na zbytki. JULIASIEWICZOWA Конец ознакомительного фрагмента. Текст предоставлен ООО «ЛитРес». Прочитайте эту книгу целиком, купив полную легальную версию (https://www.litres.ru/gabriela-zapolska/moralnosc-pani-dulskiej-23521074/) на ЛитРес. Безопасно оплатить книгу можно банковской картой Visa, MasterCard, Maestro, со счета мобильного телефона, с платежного терминала, в салоне МТС или Связной, через PayPal, WebMoney, Яндекс.Деньги, QIWI Кошелек, бонусными картами или другим удобным Вам способом. notes 1 potem – tu: poza tym. [przypis edytorski] 2 kokotka (a. kokota) – prostytutka. [przypis edytorski] 3 jamais (fr.) – nigdy. [przypis edytorski] 4 fasować (z niem. fassen: pobierać, otrzymywać) – tu: odbierać pensję. [przypis edytorski] 5 sekować (wł. seccare) – dręczyć, nękać, prześladować, dokuczać komuś. [przypis edytorski] 6 a potem – używane jest tu stale w znaczeniu: a poza tym, a ponadto. [przypis edytorski] 7 Karlsbad – miejscowość uzdrowiskowa (dziś: Karlove Vary). [przypis edytorski] 8 sztrudel – niem. Strudel to: strucla, ale też topiel, odmęty, wir wodny; Dulskiej chodzi zaś o „szprudel”, rodzaj wody mineralnej. [przypis edytorski] 9 horendum (łac. horrendum) – okropność, coś przerażającego. [przypis edytorski]