Moralność pani Dulskiej
Gabriela Zapolska


Moralność Pani Dulskiej to komedia polskiej pisarki i aktorki Gabrieli Zapolskiej wydana w 1907 roku. Autorka napisała ją w krótkim czasie na zamówienie Teatru Miejskiego we Lwowie. Utwór wystawiany był w teatrze oraz doczekał się ekranizacji filmowej.W tej tragifarsie, w której przeplatają się elementy komedii i tragedii, ukazuje ona m.in. ludzką głupotę, pazerność, skąpstwo oraz zakłamanie wypaczające stosunki społeczne.Poznajemy rodzinę Dulskich: Państwa Dulskich oraz ich trójkę dzieci – dwie córki i syn. Syn, Zbyszek, romansuje ze służącą, Hanką, na co Pani Dulska przymyka oko. Uważa ona, że „Na to mamy cztery ściany i sufit, aby brudy swoje prać w domu i aby nikt o nich nie wiedział”. Niespodziewanie Hanka zachodzi w ciąże. Czy Zbyszek zdecyduje się wziąć ślub z Hanką czy może Pani Dulska znajdzie jakieś rozwiązanie aby uniknąć skandalu?





Gabriela Zapolska

Moralność pani Dulskiej





OSOBY:


PANI DULSKA

PAN DULSKI

ZBYSZKO DULSKI

HESIA, MELA DULSKIE

JULIASIEWICZOWA Z DULSKICH

LOKATORKA

HANKA

TADRACHOWA



Rzecz dzieje się w mieście.




AKT I



Scena przedstawia salon w burżuazyjnym domu. – Dywany – meble solidne – na ścianach w złoconych ramach premia i Bóg wie jakie obrazy. – Rogi obfitości – sztuczne palmy – landszaft haftowany za szkłem. – Pomiędzy tym stara, piękna serwantka mahoniowa i empirowy ekranik. – Lampa z abażurem z bibuły – stoliki, a na nich fotografie. – Rolety pospuszczane – na scenie ciemno. – Gdy zasłona się podnosi, zegar w jadalni bije godzinę szóstą. – W czasie pierwszych scen powoli rozwidnia się – wreszcie rozwidnia się zupełnie, gdy story podniosą.




SCENA I







DULSKA


Kucharka! Hanka! wstawać!…



Mruczenie w kuchni.


Co? jeszcze czas? Księżniczki! Nie z waszym nosem, a już wstałam… Cicho kucharka – nie rezonować. Palić pod kuchnią. Hanka! chodź palić w piecu w salonie. A żywo!…



idzie ku drzwiom na prawo


Heśka! Mela! wstawać! lekcje przepowiedzieć – gamy do grania… prędzej… nie gnić w łóżkach!…



Chwilę chodzi po scenie, mrucząc. Idzie do pierwszych drzwi na prawo – zagląda – łamie ręce, wchodzi do pokoju ze świecą.





SCENA II







DULSKA


Jak palisz? jak palisz? skaranie Boże z tym tłomokiem. Do krów, do krów, nie do pańskich pieców. Czego niszczysz tyle smolaków! Czekaj, ustąp się, ty do niczego – ja ci pokażę.



przykuca sama i pali w piecu


Ruszaj zbudzić panienki, a jak nie zechcą wstać, to pościągaj kołdry.



Hanka idzie do pokoju dziewcząt, Dulska pali w piecu i dmucha, jaskrawy płomień oświetla jej twarz tłustą i nalaną – wraca Hanka.


Cóż panny? wstają?



HANKA


Pościągałam kołdry. Panna Hesia kopnęła mnie w brzucho.



DULSKA


Wielka afera – zgoi się do wesela.



Chwila milczenia.




HANKA


Proszę wielmożnej pani…



DULSKA


Widzisz, jak się w piecu pali?



HANKA h


Proszę wielmożnej pani…



DULSKA


Ja o wszystkim myśleć muszę. Niedługo przez was to zejdę do grobu.



HANKA




całuje ją w rękę


Proszę wielmożnej pani! Ja chciałam prosić, że ja już od pierwszego pójdę sobie.



DULSKA


Co? jak?



HANKA




ciszej


Pójdę sobie.



DULSKA


Ani mi się waż. Ja za ciebie zapłaciłam w kantorze. Musisz dalej służyć. A to mi się podoba!



HANKA


Ja dam na swoje miejsce.



DULSKA


Patrzcie ją! jak się odgryzła. Już jej się w głowie przewróciło. O! już miasto na nią działa… Może na pannę służącą się śpieszy? co?



HANKA


Proszę wielmożnej pani, to… przez panicza.



DULSKA


A…



HANKA


Tak… ja nie chcę – bo to…



DULSKA


Znowu?



HANKA


Ciągle – a to to – a to tak… a ja przecież…



DULSKA




nie patrząc na nią


No – dobrze. Ja mu powiem.



HANKA


Proszę wielmożnej pani – to na nic. Przecież wielmożna pani już nie raz, nie dwa mówiła, że mówiła…



DULSKA


No – ale teraz to pomoże.



HANKA


Bo ksiądz mówił żeby odejść.



DULSKA


Czy ty u księdza służysz, czy u mnie?



HANKA


Ale ja księdza muszę słuchać.



DULSKA


Idź po mleko i po bułki.



HANKA


Idę, proszę wielmożnej pani



wychodzi




DULSKA




idzie ku drzwiom sypialni małżeńskiej


Felicjanie! Felicjanie! wstawaj!… spóźnisz się do biura…



idzie do drzwi sypialni córek


Hesia! Mela! spóźnicie się na pensję…



GŁOS HESI


Mamuńciu, tak zimno! troszkę ciepłej wody…



DULSKA


Jeszcze czego? Hartujcie się… Felicjan! wstajesz? Wiesz? ten błazen, twój syn, nie wrócił jeszcze do domu! Co? nic nie mówisz? naturalnie. Ojciec toleruje. Niedaleko padło jabłko od jabłoni. Ale jak będą dłużki małe – nie zapłacę.



HANKA




uchyla drzwi od kuchni


Proszę wielmożnej pani – stróż przyszedł o meldunki tych państwa, co się sprowadzili.



DULSKA


Idę! Hesia! Mela! Felicjan! a to śpiąca familia. No! no! z torbami poszlibyśmy, żeby nie ja…



wchodząc do kuchni


Dlaczego stróż zostawia na dziedzińcu nową miotłę? Deszcz leje…



Zamyka drzwi. Głos ginie.





SCENA III







HESIA


Chodź! chodź!



MELA


Nie ma jej?



HESIA


Nie ma – słyszysz przecież, jak myje głowę stróżowi. Ha! jak miło ogrzać się trochę.



MELA


No! nie pchaj się – ja także…



HESIA


Czekaj… poprawię. A teraz daj grzebień, to cię uczeszę.



MELA


Daj spokój! Jak zobaczy, będzie krzyk.



HESIA


Niech krzyczy. Ja się nie boję.



MELA


Ale ja się boję. To tak nieprzyjemnie, jak kto głośno krzyczy.



HESIA


Bo ty jesteś sentymentalna. Ty się wdałaś w ojca. Lelum polelum…



MELA


Skąd ty wiesz, jaki jest ojciec? przecież ojciec nic nie mówi.



HESIA


E! już ja wiem. Zresztą masz jego nos.



MELA


To dziwne.



HESIA




czesze ją


Co?



MELA


Niby że dziecko podobne do ojca albo do matki. Jak to się dzieje?



HESIA


A ja wiem! a ja wiem…



MELA




nieśmiało


Wiesz?… powiedz…



HESIA


Nie ma głupich – nie powiem – ale wiem.



MELA


Kto ci powiedział?



HESIA


Kucharka.



MELA


O! kiedy?



HESIA


Wczoraj – jak mama poszła do teatru, a nas nie wzięła, bo to niemoralna sztuka. Poszłam do kuchni i tam Anna mi powiedziała! och! Melu!… och, Melu!…



tarza się po dywanie, śmiejąc się




MELA


Hesia! Ja myślę, że to grzech.



HESIA


Co?



MELA


Mówić z kucharką o takich rzeczach.



HESIA


Kiedy to prawda. Tak jest naprawdę.



MELA


Gdyby to mama wiedziała.



HESIA


No to co? Krzyczałaby – ona wiecznie krzyczy.



MELA




po chwili


A mnie nie powiesz?



HESIA


Nie. Nie chcę cię brać na swe sumienie. Nie gorsz malutkich!…



Chwilę milczą. Hesia wstaje i na palcach idzie do sypialni Zbyszka – zagląda i wraca do pieca – wpół drogi spotyka ją Mela – siadają: Hesia na fotelu, a Mela zaplata jej włosy w warkocze.


No! zrób teraz ze mnie dziewczę z czarną kosą spod wiejskiej strzechy…



MELA


To nie kręć się.



HESIA


Wiesz! Zbyszko znów poszedł na lumpkę.



MELA


Nie ma go?



HESIA


Nie ma. Coś bym ci powiedziała, ale przysięgnij się, że nikomu nie powiesz… nachyl się… Zbyszko lata za Hanką.



MELA


Po co?…



HESIA


E… bo ty… co z tobą gadać!… no, powiedz sama, czy można z tobą gadać?



MELA


No, bo mówisz, że lata.



HESIA


No – lata – czy zaczepia – czy kocha się – czy jak…



MELA


Och, Hesiu! Zbyszko?



HESIA


No co? nie byłaś na Halce? nie wiesz, jak to się dzieje? Panicz, no i nieszczęsna Halka gwałtem tu idzie…



śmieje się serdecznie




MELA


Ale to na scenie… potem[1 - potem – tu: poza tym. [przypis edytorski]], to było wtedy, jak takie kontusze nosili – ale Zbyszko… och, Hesiu!…



Wchodzi Hanka – klęka przy piecu.




HESIA


O, Hanka!… ja się jej zapytam. Zobaczysz, czy ja kłamię.



MELA




ze strachem


Hesiu! nie pytaj się – ja… proszę!…



HESIA


Dlaczego? to swoja rzecz… zresztą mama nie słyszy.



MELA


Hesiu!… mnie czegoś przed Hanką wstyd.



Milczenie.




HESIA




cicho


No, to się nie będę pytać, ale ja widziałam wczoraj, jak on ją tu a tu szczypał.



MELA


A mówisz, że się w niej kocha.



HESIA


No… no właśnie.



MELA


Przecież gdyby się w niej kochał, to by ją nie szczypał.



HESIA


Wiesz co? ciebie pod klosz… no! no!



MELA


Za co, Hesiu, pod klosz.



HESIA


Za twoją głupotę!



Chwila. Nagle.


Ach! chciałabym wiedzieć, gdzie ten Zbyszko tak nocami chodzi?



MELA




naiwnie


Może do parku na spacer – teraz tak ładnie…



HESIA


Głupia jesteś…



nagle do Hanki


Hanka! nie wiesz ty, gdzie tak panowie po nocach chodzą?



HANKA


Skądże ja?…



HESIA


No – tak, jak pan Zbyszko… do rana prawie co dzień.



HANKA


A no musi gdzieści…



HESIA


Pytałam się go – mówił: na lumpkę – a kucharka śmiała się także i mówiła, że to do nocnych kawiarni. Ach, Boże! kiedy ja się już naprawdę czegoś porządnie dowiem! kiedy ja już będę duża! kiedy nie będzie przede mną tajemnic.



MELA


A ja tak wolę.



HESIA


Co?



MELA


Nie wiedzieć o niczym. To tak jakoś miło. Ja wolę nic nie wiedzieć.



HESIA


Tuman!…




SCENA IV







DULSKA


Czego wy tu? co to? ubierać się… Hanka sprzątać… Mela gamy!… Felicjanie!…



wpada do sypialni małżeńskiej




HESIA




do Meli


Zostań jeszcze – już wicher przeleciał. Felicjanie!



MELA


Hesiu!…



HESIA


Co? rodzicielka! e!… przesądy.



MELA




zgorszona


Hesiu! patrz, Hanka się śmieje.



HESIA


No to co? Niech się śmieje? Cóż to ja nie mam własnego sądu?



do Hanki


Czego się śmiejesz, idiotko? – sprzątaj! Albo czekaj. Byłaś kiedy w nocnej kawiarni?



HANKA


Hi! hi! panienka też. Ja nawet nie wiem, gdzie to jest.



HESIA


Boś głupia. Kucharka była, jak była młoda. Mówi, że tam panowie siedzą, piją likiery i że tam bardzo wesoło. Kucharka mówiła, że tam są młode, ładne panny i że…



MELA


Cicho, Hesia! Jeszcze mama usłyszy.



Hanka wychodzi.




HESIA


Idź! idź! to nie dlatego, że mama, tylko że ty nie chcesz, żeby ci się w głowie rozświetliło.



MELA


Mówiłam ci – wolę nie wiedzieć.



HESIA


Przed chwilą się sama pytałaś.



MELA


O co?



HESIA


O te… dzieci…



MELA


To co innego.



HESIA


Dlaczego?



MELA


Bo tamto o dzieciach to ciekawe, a to… brzydkie.



HESIA


Wcale nie – to jeszcze ciekawsze.



MELA


Może być – ale mnie to zaraz potem smutno.



HESIA


O!… idzie lump!…




SCENA V







HESIA


Gdzie byłeś? gdzie byłeś?



ZBYSZKO




odsuwa ją laską


Poszła!…



HESIA


Gdzie byłeś? lumpowałeś się? mój złoty, powiedz… powiedz… ja nic nie powiem mamie.



ZBYSZKO


Poszła…



HESIA


Ładnie się wyrażasz… Nie powiesz – a ja wiem. W nocnej kawiarni byłeś – likiery piłeś – ładne panny były… tak ładnie śmierdzisz cygarami… u, u!… jak ja to lubię…



ZBYSZKO


Mówię ci… poszła!



MELA


Hesiu! daj spokój!



HESIA


Tak? to tak ze mną? poczekaj! ja też dorosnę – ja też pójdę na lumpę – ja też będę chodziła po kawiarniach i będę pić likiery… po nocnych kawiarniach, jak ty – jak ty!



skacze przed nim na jednej nodze




ZBYSZKO


Ładna edukacja!… ślicznie się zapowiadasz…



HESIA


A teraz, żeby cię nauczyć grzeczności w kole rodzinnym…



woła


Mamciu! Mamciu!… Zbyszko powrócił…



ZBYSZKO


Cicho bądź!



DULSKA




wpada jak bomba


Jesteś?



ZBYSZKO


Jestem i znikam. Idę się przespać przed biurem.



DULSKA


Nie! – zostaniesz tu. Mam z tobą do pomówienia.



ZBYSZKO


A!… lecę z nóg.



DULSKA




surowo


Wierzę!…



do dziewcząt


Proszę iść się ubrać. Mela do gam.



MELA


Już nie ma czasu.



DULSKA


Pięciopalcówki – na to starczy. Hesia znów podarła kalosze.



ZBYSZKO


Nie ma tu gdzie czarnej kawy?



DULSKA


Nie ma, mój panie! Hesia nic nie szanuje. Nigdy z ciebie nie będzie kobieta jak należy.



Dziewczęta wybiegają.




ZBYSZKO


Nie ma czarnej kawy w tym zakładzie?



DULSKA


Gdzie byłeś?



ZBYSZKO


He?



DULSKA


Gdzie byłeś do tej pory?



ZBYSZKO


Gdybym mamci powiedział, to by mamcia tak skakała.



DULSKA


O!…



ZBYSZKO


Najlepiej więc nie pytać.



DULSKA


Jestem matką.



ZBYSZKO


Właśnie dlatego.



DULSKA


Muszę wiedzieć, na czym trawisz czas i zdrowie.



ZBYSZKO


Widzi mamcia, co mam pod nosem? Wąsy a nie mleko – a więc…



DULSKA




łamiąc ręce


Jak ty wyglądasz!



ZBYSZKO


E!



DULSKA


Jesteś zielony.



ZBYSZKO


To modny kolor. Mamcia kazała także balkony i okna pomalować na zielono.



DULSKA


Która panna cię weźmie, jak będziesz tak wyglądał.



ZBYSZKO


Jeszcze gorszych biorą. Nie ma czarnej kawy w tym zakładzie?



DULSKA


Wyrażaj się inaczej. Ciągle myślisz, że jesteś w towarzystwie kokocic.



ZBYSZKO


Takie dobre towarzystwo, jak i inne. A potem co mamcia wydziwia na kokotki[2 - kokotka (a. kokota) – prostytutka. [przypis edytorski]]. Niby to i u nas nie ma kokot w kamienicy. Sama mamcia wynajmowała tej z pierwszego piętra.



DULSKA




z godnością


Ale się jej nie kłaniam.



ZBYSZKO


Ale pieniążki za czynsz mamcia bierze od niej, że aż ha…



DULSKA


Przepraszam, to ja takich pieniędzy dla siebie nie biorę.



ZBYSZKO


A co mamcia z nimi robi?



DULSKA




majestatycznie


Podatki nimi płacę.



ZBYSZKO


Ha… no… A ja idę spać.



DULSKA


Czy ty się przestaniesz lampartować?



ZBYSZKO


Jamais![3 - jamais (fr.) – nigdy. [przypis edytorski]]



DULSKA


Ja długów płacić nie będę.



ZBYSZKO


E! to już o tym później.



DULSKA


Zbyszko! Zbyszko! na tom cię mlekiem swym karmiła, żebyś nasze uczciwe i szanowane nazwisko po kawiarniach i spelunkach włóczył.



ZBYSZKO


Było mnie chować mączką Nestle’a – podobno doskonała.



Dulska siada przy stole, zgnębiona. Zbyszko podchodzi, siada na stole i mówi do niej poufale.


No… nie martwiuchny się, pani Dulska. Ale co mamcia chce, żebym ja tu z wami w domu robił? Nikt nie bywa… żyjemy jak ostatnie sobki.



DULSKA


Ciężkie czasy – nie ma na przyjęcia.



ZBYSZKO


E! człowiek jest zwierzęciem towarzyskim. Musi od czasu do czasu myśl wymienić. O! widzi mamcia, myśl – to wielkie słowo. Choć ono się stąd gna, to przecież tu i ówdzie się jeszcze kręci…



DULSKA


Ja tam nie mam czasu myśleć…



ZBYSZKO


Właśnie, właśnie. Więc też ja myk z domu, bo w domu właściwie cmentarz. A czego? Myśli – swobodnej, szerokiej myśli.



DULSKA


A więc do kawiarni, do…



ZBYSZKO


Tak – tak! do… Co mamcia może wiedzieć, którymi to drogami chadza ludzka myśl, nawet takiego jak ja kołtuna.



DULSKA


Jesteś głupi. Ty i twój ojciec – to jedna dusza. On co dzień w cukierni, a ty – Bóg wie gdzie…




SCENA VI







DULSKA


No, wreszcie…



DULSKI




poprawia kołnierzyk przed lustrem




ZBYSZKO


Dzień dobry ojcu!



DULSKI




gestem wita syna




DULSKA




do męża


Dziś fasujesz[4 - fasować (z niem. fassen: pobierać, otrzymywać) – tu: odbierać pensję. [przypis edytorski]]!



DULSKI




kiwa głową




DULSKA


A uważaj, żebyś nie zgubił. Na co czekasz? A! cygaro… Zbyszko – daj cygaro ojcu znad pieca.



DULSKI




bierze cygaro, które Zbyszko zdjął znad pieca – próbuje je




DULSKA


A czy wiesz, o której twój synek do domu wrócił?



DULSKI




wzrusza ramionami, że mu to obojętne, i wychodzi środkowymi drzwiami




DULSKA


Zwariować można z tym człowiekiem.



ZBYSZKO


Tak go mama wychowała.



DULSKA


Nie – to już zanadto.



ZBYSZKO


Dobranoc. Idę się zdrzemnąć.



DULSKA


A biuro?



ZBYSZKO




ziewając


Nie ucieknie.



DULSKA




zatrzymując go


Zbyszko! przyrzeknij mi, że się poprawisz.



ZBYSZKO


Nigdy – wolę raczej zdać egzamin państwowy.



Wychodzi do swego pokoju.





SCENA VII







DULSKA


Zetrzyj fortepian – popraw w piecu. Czy kucharka ubrana do miasta?



HANKA


Tak, proszę pani.



Dulska wychodzi do kuchni. Hanka chwilę sprząta. – Zbyszko wychyla się ze drzwi




ZBYSZKO


Hanka? jesteś sama?



HANKA


Daj mi pan spokój!



ZBYSZKO


Cóż ci za mucha na nos siadła?



HANKA




milczy




ZBYSZKO


Chodź tu! pokaż mordeczkę! czegoś zła?…



HANKA




milczy, tylko coraz energiczniej sprząta – widać w niej walkę wewnętrzną




ZBYSZKO


Taka jesteś brzydka, jak się nadmiesz.



HANKA




nagle


Pewnie… te panny, co pan od nich wraca, to ładniejsze.



ZBYSZKO


A! tędy cię wiedli. O to ci chodzi.



HANKA


Mnie o nic nie chodzi – tylko nie chcę, żeby mnie pan sekował[5 - sekować (wł. seccare) – dręczyć, nękać, prześladować, dokuczać komuś. [przypis edytorski]].



ZBYSZKO


Jak będziesz dla mnie lepsza, to będę w domu siedział.



HANKA


Ja ta nie potrzebuje. Może se pan iść do tych pannów.



ZBYSZKO


Albo to prawda! Aż się za mną trzęsiesz.



HANKA


Niech pan idzie, bo jeszcze starsza pani wejdzie.



ZBYSZKO


Ale o… Pocałuj pana w rękę, za to, żeś go rozgniewała.



HANKA




śmiejąc się


Figa!



uderza go po łapie




ZBYSZKO


A ty szelmo…



Chce ją objąć – wchodzi Mela, która wydaje lekki okrzyk – potem zaczerwieniona, z oczyma spuszczonymi idzie do fortepianu – Hanka ucieka – Mela siada i gra ćwiczenia pięciopalcowe. Gdy Mela zostaje sama, chwilkę gra – potem wstaje, idzie do pokoju Zbyszka i puka.




MELA


Zbyszko!



ZBYSZKO




wychyla głowę ze drzwi – nieubrany


Czego?



MELA




tajemniczo


Nie bójcie się… ja nic mamci nie powiem.



ZBYSZKO


Na czysto zwariowała.



MELA


Bo przecież to nie wasza wina.



ZBYSZKO


Co?



MELA




nieśmiało


No… Hanka i ty… jeżeli wy…



ZBYSZKO


A fe! mówić o takich rzeczach? Wstydź się… majtki widać, a – taka popsuta…



MELA


Ja? ależ Zbyszko – ja właśnie myślę przeciwnie… ja…



ZBYSZKO


Daj mi spokój!



Chowa się. Mela stoi smutna i zamyślona – podchodzi do fortepianu i zaczyna grać – w tej chwili wpada Hesia w płaszczyku i kapeluszu. Taki sam płaszczyk i kapelusz ma w ręku dla Meli – na ziemię rzuca książki w paskach.





SCENA VIII







HESIA


Ubieraj się, Ofelio! żywo! już chłopcy idą do szkoły.



MELA




wstaje – kładzie płaszczyk i kapelusz


Hesiu! ty nie będziesz tak strzelała oczami na tego wysokiego studenta.



HESIA


Będę robiła, co mi się podoba.



MELA


Mnie za ciebie wstyd.



HESIA


To się wstydź! A spróbuj co powiedzieć przed mamą, to ja zaraz powiem, że ty zamiast spać w nocy, wzdychasz. Mama się będzie za to więcej gniewała, jak za studenta.



MELA


To wątpię.



HESIA


Ale ja nie. Mama mnie zna i wie, że ja znam granice i że ja się nie zapomnę…



MELA


Jak ty to rozumiesz?



HESIA


Ja już wiem, co mówię, o lelijo z pól rodzinnych!



DULSKA


Hanka! chodź odprowadzić panienki.



HANKA




w kuchni


Idę!



DULSKA


Macie parasol? iść prosto – nie oglądać się. Pamiętać: skromność – skarb dziewczęcia.



do Hesi


Nie garb się…



Hanka wchodzi w chustce.




HESIA




rzuca jej książki


Bierz, ciućmo pokręcona. Do widzenia mamci!



Dziewczęta wychodzą z Hanką. Dulska chodzi, ściera prochy – wzdycha – dzwonek w przedpokoju – Dulska idzie otwierać ostrożnie – zobaczywszy lokatorkę, cofa się.





SCENA IX







DULSKA


Przepraszam… jestem nieubrana. Proszę panią – zaraz wrócę.



LOKATORKA


Ja tylko na chwilkę. Niech się pani gospodyni nie krępuje.



DULSKA


Tak – tak – wrzucę tylko co na siebie.



biegnie do swego pokoju. Lokatorka wchodzi powoli. Jest bardzo blada i smutna. Widocznie przeszła jakąś ciężką chorobę i moralne zmartwienie. Siada na najbliższym krześle – patrzy w ziemię i siedzi nieruchoma. Po chwili wchodzi Dulska, odziana w barchanowy, dostatni szlafrok.


Proszę panią na kanapę.



LOKATORKA


Dziękuję. Tylko parę słów. Dostałam list pani…



urywa. Milczenie.




DULSKA


Pani już zupełnie wyszła ze szpitala?



LOKATORKA


Tak. Pozawczoraj mnie mama przywiozła.



DULSKA


Widzę, że pani zdrowa.



LOKATORKA




ze smutnym uśmiechem


O! jeszcze daleko!



DULSKA


Och! w domeczku swoim wróci pani szybko do sił. Dla kobiety nie ma jak dom. Ja zawsze to powtarzam.



LOKATORKA


Tak, skoro ktoś ma ten dom.



DULSKA


Wszakże pani ma męża, stanowisko.



LOKATORKA


Tak… ale…



milczenie. Z wysiłkiem.


Proszę pani. Czy to rzeczywiście konieczne, ażebym na przyszłego pierwszego się wyprowadziła?



DULSKA


Proszę pani… ja mieszkania pani koniecznie potrzebuję dla krewnych.



LOKATORKA


Wolałabym pozostać. Trudno będzie znaleźć w zimie.



DULSKA


Ach, to niemożliwe. Powtarzam pani, niemożliwe.



LOKATORKA


Przecież przy dobrej woli. Wiem, że pani kazała kartę na mieszkanie wywiesić, a więc krewni pani się nie sprowadzają.



DULSKA




sznurując usta


Ach! niech pani nie zmusza mnie do sprawienia jej przykrości.



LOKATORKA


Czy pani ma mi co do zarzucenia?



DULSKA




z wybuchem


A! proszę pani, to już przechodzi granice! A skandal, który pani przez swe otrucie wywołała!



LOKATORKA


A więc o to chodzi?



DULSKA


A o cóż innego? Płacili mi państwo czynsz – dzieci i psów nie mieli, ostatecznie tyle co o te ranne trzepanie dywanów się rozchodziło. I mogliby państwo mieszkać nadal, aż tu… skoro o tym pomyślę, pąsy na mnie biją. Pogotowie ratunkowe przed moją kamienicą!!! Pogotowie! jak przed szynkiem, gdzie się pobiją.



LOKATORKA


Ależ, proszę pani, wypadek może się zdarzyć wszędzie.



DULSKA


W porządnej kamienicy wypadki się nie trafiają. Czy pani widziała kiedy przed hrabską kamienicą Pogotowie? Nie! A potem ta publika w gazetach! Trzy razy wymienione nazwisko Dulskiej – nazwisko moich córek przy takim skandalu…



LOKATORKA


Ależ, proszę pani – chyba pani zna przyczyny i…



DULSKA


Wielka afera, że pani mąż, no i ta dziewczyna… to swoja rzecz…



LOKATORKA


Ależ to była moja sługa. To szkaradztwo. Ja tego znieść nie mogłam. Skoro się przekonałam…



DULSKA


Zażyła pani zapałek… taka trywialna trucizna… Ludzie się śmieli. I jeszcze jak się to skończyło. Cała komedia – gdyby pani była umarła – no…



LOKATORKA


Sama żałuję.



DULSKA


Nie mówię dlatego – tylko że to niby śmierć, to zawsze coś niby… ale tak… no… powiadam pani, śmieli się. Kiedyś jadę tramwajem – przejeżdżamy koło mej kamienicy, bo przystanek trochę dalej – a jacyś dwaj panowie pokazują na mój dom i mówią – patrz! to ten dom, co się ta zazdrosna żona truła… I zaczęli się śmiać. Myślałam, że tam na miejscu zostanę w tym tramwaju.



LOKATORKA




pokornie


Ja panią bardzo przepraszam za te nieprzyjemności.



DULSKA


E! moja pani – publika została publiką.



LOKATORKA


Ja bardzo to przechorowałam. Zresztą ja nie wiedziałam co robię. Ja byłam wtedy jak szalona…



płacze cicho




DULSKA


Pewnie, moja pani. Każdy samobójca musi być szalony i stracić poczucie moralności i wiary w obecność Boga. To, to jest tchórzostwo. Tak jest – tchórzostwo. A potem zagłada własnej duszy. Dobrze, że samobójców chowają osobno. Niech się nie pchają między porządnych ludzi. Zabijać się!… I dla kogo? Dla mężczyzny. A żaden mężczyzna, moja pani, nie jest wart, aby przez niego iść na potępienie wieczne.



LOKATORKA


Proszę pani, to nie chodziło o mężczyznę, ale o męża.



DULSKA


E!



LOKATORKA


Nie mogłam ścierpieć tego pod moim dachem.



DULSKA


Lepiej pod swoim, niż pod cudzym. Mniejsza publika. Nikt nie wie.



LOKATORKA


Ale ja wiem.



DULSKA


Moja pani! Na to mamy cztery ściany i sufit, aby brudy swoje prać w domu i aby nikt o nich nie wiedział. Rozwłóczyć je po świecie, to ani moralne, ani uczciwe. Ja zawsze tak żyłam, ażeby nikt nie mógł powiedzieć, iż byłam powodem skandalu. Kobieta powinna przejść przez życie cicho i spokojnie. Ta już to jest tak i żadne nic nie pomoże.



LOKATORKA


Gdyby jednak pan Dulski zapomniał się ze sługą…



DULSKA


Felicjan? – to niemożliwe. Pani go nie zna. A potem[6 - a potem – używane jest tu stale w znaczeniu: a poza tym, a ponadto. [przypis edytorski]]… to już pani rzecz. Ja muszę strzec siebie i swoich od publiki. Pani może znów taką bezbożność popełnić, bo to podobno taki szał to wraca. Więc…



LOKATORKA




wstając


Rozumiem. Wyprowadzę się. Chciałam pani jednak powiedzieć, że kazać mi teraz szukać mieszkania, to ani dobre, ani uczciwe… Jestem taka osłabiona.



DULSKA




obrażona wstaje


Uczciwości mnie pani nie nauczy! Ja wiem co uczciwość. Pochodzę z zacnej, zasiedziałej rodziny i ja publiki nie wywołuję.



LOKATORKA




hamując się


Nie wątpię. Jednak może się pani nie obawiać. Drugi raz truć się nie będę. Na to trzeba wiele odwagi, pomimo tego, że pani to nazywa tchórzostwem… A potem trzeba wiele cierpieć. Na to już nie mam sił i… już bym tak nie potrafiła cierpieć raz jeszcze. Zresztą – rozstaję się z mężem, więc to najlepsza gwarancja, że już zazdrosna nie będę…



uśmiecha się smutnie




DULSKA


Rozstaje się pani z mężem? Bardzo pani źle robi. To nowa publika i nikt pani racji nie przyzna. Nawet z tej przyczyny nie mogłabym pani dłużej wynajmować mieszkania w mej kamienicy. Kobiety samotne to nie tego… to… no, pani rozumie.



LOKATORKA




ironicznie


Tak, rozumiem. Jednak ta pani z pierwszego piętra, która po nocach wraca…



DULSKA




z godnością


To jest osoba żyjąca z własnych funduszów i zachowująca się nadzwyczaj skromnie. Ta mi jeszcze Pogotowia przed dom nie sprowadziła.



LOKATORKA




ironicznie


Tylko gumy i automobile.



DULSKA


Stają zawsze kilka kamienic dalej. A potem zdaje się, iż ja nie mam obowiązku zdawać sprawy z mego postępowania przed panią.



LOKATORKA


Zapewne, zawiodłoby nas to za daleko. Żegnam panią.



DULSKA


A proszę tych, co będą oglądać mieszkanie, nie zrażać…



LOKATORKA




wychodząc


Powiem, że jest wilgoć, bo rzeczywiście jest wilgoć.



DULSKA


Na to jest sąd, łaskawa pani.



LOKATORKA


Tak mi każe moje sumienie. Żegnam panią.



We drzwiach staje Juliasiewiczowa.




DULSKA




wzburzona


Maniu! słyszysz? – będziesz świadkiem. Pani mówi, że…



LOKATORKA


Żegnam panią.



wychodzi





SCENA X







DULSKA




wściekła


A to… a to… takie coś, takie…



JULIASIEWICZOWA


Niechże się ciocia uspokoi.



DULSKA


Jak tak dalej pójdzie, to będę musiała w lecie jechać do Karlsbadu[7 - Karlsbad – miejscowość uzdrowiskowa (dziś: Karlove Vary). [przypis edytorski]] i tam sztrudel[8 - sztrudel – niem. Strudel to: strucla, ale też topiel, odmęty, wir wodny; Dulskiej chodzi zaś o „szprudel”, rodzaj wody mineralnej. [przypis edytorski]] pić!



JULIASIEWICZOWA


Ja z ciocią pojadę.



DULSKA


Obejdzie się.



JULIASIEWICZOWA


O cóż poszło? Zdaje mi się, że to lokatorka z parteru, ta co się truła.



DULSKA


Tak… tak… ta sama. Wyszła ze szpitala. Skandal! Przecież po czymś podobnym trzymać ją w kamienicy nie mogę. Sama byłaś świadkiem. Jak ją wynosili, to była prawie naga. Horendum[9 - horendum (łac. horrendum) – okropność, coś przerażającego. [przypis edytorski]]! Wymówiłam jej mieszkanie.



JULIASIEWICZOWA


Tak? A to się dobrze składa. Nam właśnie podwyższyli. My chętnie to mieszkanie weźmiemy.



DULSKA


Obejdzie się.



JULIASIEWICZOWA


Przecież mogłaby to ciocia zrobić dla nas, jako dla krewnych.



DULSKA


Za ciężkie czasy na zbytki.



JULIASIEWICZOWA





Конец ознакомительного фрагмента.


Текст предоставлен ООО «ЛитРес».

Прочитайте эту книгу целиком, купив полную легальную версию (https://www.litres.ru/gabriela-zapolska/moralnosc-pani-dulskiej-23521074/) на ЛитРес.

Безопасно оплатить книгу можно банковской картой Visa, MasterCard, Maestro, со счета мобильного телефона, с платежного терминала, в салоне МТС или Связной, через PayPal, WebMoney, Яндекс.Деньги, QIWI Кошелек, бонусными картами или другим удобным Вам способом.



notes



1


potem – tu: poza tym. [przypis edytorski]




2


kokotka (a. kokota) – prostytutka. [przypis edytorski]




3


jamais (fr.) – nigdy. [przypis edytorski]




4


fasować (z niem. fassen: pobierać, otrzymywać) – tu: odbierać pensję. [przypis edytorski]




5


sekować (wł. seccare) – dręczyć, nękać, prześladować, dokuczać komuś. [przypis edytorski]




6


a potem – używane jest tu stale w znaczeniu: a poza tym, a ponadto. [przypis edytorski]




7


Karlsbad – miejscowość uzdrowiskowa (dziś: Karlove Vary). [przypis edytorski]




8


sztrudel – niem. Strudel to: strucla, ale też topiel, odmęty, wir wodny; Dulskiej chodzi zaś o „szprudel”, rodzaj wody mineralnej. [przypis edytorski]




9


horendum (łac. horrendum) – okropność, coś przerażającego. [przypis edytorski]


