Dziady, część III
Adam Bernard Mickiewicz


Ciesz się klasyką! Miłego czytania!





Adam Mickiewicz

Dziady, część III



Świętej pamięci



JANOWI SOBOLEWSKIEMU[1 - Jan Sobolewski – rodem z Białegostoku, po ukończeniu Uniwersytetu Wileńskiego był nauczycielem w Krożach na Żmudzi. Wyrokiem carskim wcielony w r. 1824 do korpusu inżynierów, w jesieni 1829 r. zmarł w Archangielsku. [przypis redakcyjny]]

CYPRIANOWI DASZKIEWICZOWI[2 - Cyprian Daszkiewicz – rodem z Podlasia (ur. 1803), uczeń szkół białostockich i Uniwersytetu Wileńskiego, prawnik i historyk, należał do filaretów: skazany na zesłanie do Rosji, przebywał od r. 1826 w Moskwie; tam zaprzyjaźnił się blisko z Mickiewiczem. Zmarł w Moskwie w grudniu 1829 r. [przypis redakcyjny]]

FELIKSOWI KOŁAKOWSKIEMU[3 - Feliks Kołakowski – rodem z Mozyrza, studiował filologię w Uniwersytecie Wileńskim, należał do filaretów, a zdaje się, i do filomatów. Obdarzony talentem poetyckim i lubiany przez kolegów. Zesłany do Rosji, oddał się studiom orientalistycznym w Kazaniu; zmarł w Petersburgu 1831 r. [przypis redakcyjny]]



spółuczniom, spółwięźniom, spółwygnańcom

za miłość ku ojczyźnie prześladowanym,

z tęsknoty ku ojczyźnie zmarłym

w Archangielsku, na Moskwie, w Petersburgu —

narodowej sprawy męczennikom



poświęca Autor







[PRZEDMOWA]


Polska od pół wieku przedstawia widok z jednej strony tak ciągłego, niezmordowanego i niezbłaganego okrucieństwa tyranów, z drugiej tak nieograniczonego poświęcenia się ludu i tak uporczywej wytrwałości, jakich nie było przykładu od czasu prześladowania chrześcijaństwa. Zdaje się, że królowie mają przeczucie Herodowe o zjawieniu się nowego światła na ziemi i o bliskim swoim upadku, a lud coraz mocniej wierzy w swoje odrodzenie się i zmartwychwstanie.

Dzieje męczeńskiej Polski obejmują wiele pokoleń i niezliczone mnóstwo ofiar; krwawe sceny toczą się po wszystkich stronach ziemi naszej i po obcych krajach. – Poema, które dziś ogłaszamy, zawiera kilka drobnych rysów tego ogromnego obrazu, kilka wypadków z czasu prześladowania podniesionego przez Imperatora Aleksandra.

Około roku 1822 polityka Imperatora Aleksandra, przeciwna wszelkiej wolności, zaczęła się wyjaśniać, gruntować i pewny brać kierunek. W ten czas podniesiono na cały ród polski prześladowanie powszechne, które coraz stawało się gwałtowniejsze i krwawsze. Wystąpił na scenę pamiętny w naszych dziejach senator Nowosilcow. On pierwszy instynktową i zwierzęcą nienawiść rządu rosyjskiego ku Polakom wyrozumował jak zbawienną i polityczną, wziął ją za podstawę swoich działań, a za cel położył zniszczenie polskiej narodowości. W ten czas całą przestrzeń ziemi od Prosny aż do Dniepru i od Galicji do Bałtyckiego morza zamknięto i urządzono jako ogromne więzienie. Całą administracją nakręcono jako jedną wielką Polaków torturę, której koło obracali carewicz Konstanty i senator Nowosilcow.

Systematyczny Nowosilcow wziął naprzód na męki dzieci i młodzież, aby nadzieje przyszłych pokoleń w zarodzie samym wytępić. Założył główną kwaterę katowstwa w Wilnie, w stolicy naukowej prowincji litewsko-ruskich. Były wówczas między młodzieżą uniwersytetu różne towarzystwa literackie, mające na celu utrzymanie języka i narodowości polskiej, Kongresem Wiedeńskim i przywilejami Imperatora zostawionej Polakom. Towarzystwa te, widząc wzmagające się podejrzenia rządu, rozwiązały się wprzód jeszcze, nim ukaz zabronił ich bytu. Ale Nowosilcow, chociaż w rok po rozwiązaniu się towarzystw przybył do Wilna, udał przed Imperatorem, że je znalazł działające; ich literackie zatrudnienia wystawił jako wyraźny bunt przeciwko rządowi, uwięził kilkaset młodzieży i ustanowił pod swoim wpływem trybunały wojenne na sądzenie studentów. W tajemnej procedurze rosyjskiej oskarżeni nie mają sposobu bronienia się, bo często nie wiedzą, o co ich powołano: bez zeznania nawet komisja według woli swojej jedne przyjmuje i w raporcie umieszcza, drugie uchyla. Nowosilcow, z władzą nieograniczoną od carewicza Konstantego zesłany, był oskarżycielem, sędzią i katem.

Skasował kilka szkół w Litwie, z nakazem, aby młodzież do nich uczęszczającą uważano za cywilnie umarłą, aby jej do żadnych posług obywatelskich, na żadne urzędy nie przyjmowano i aby jej nie dozwolono ani w publicznych, ani w prywatnych zakładach kończyć nauk. Taki ukaz, zabraniający uczyć się, nie ma przykładu w dziejach i jest oryginalnym rosyjskim wymysłem. Obok zamknienia szkół, skazano kilkudziesięciu studentów do min[4 - mina – kopalnia. [przypis edytorski]] sybirskich, do taczek, do garnizonów azjatyckich. W liczbie ich byli małoletni, należący do znakomitych rodzin litewskich. Dwudziestu kilku, już nauczycieli, już uczniów uniwersytetu, wysłano na wieczne wygnanie w głąb Rosji jako podejrzanych o polską narodowość. Z tylu wygnańców jednemu tylko dotąd udało się wydobyć się z Rosji[5 - jednemu tylko – mianowicie samemu Mickiewiczowi. [przypis redakcyjny]].

Wszyscy pisarze, którzy uczynili wzmiankę o prześladowaniu ówczesnym Litwy, zgadzają się na to, że w sprawie uczniów wileńskich było coś mistycznego i tajemniczego[6 - Obacz dzieło Leonarda Chodźki: Tableau de la Pologne ancienne et moderne. Małe pisemko drukowane w czasie rewolucji w Warszawie pod tytułem Nowosilcow w Wilnie, tudzież biografia Tomasza Zana w dykcjonarzach biograficznych i w dziele Józefa Straszewicza Les Polonais et les Polonaises. [przypis autorski]]. Charakter mistyczny, łagodny, ale niezachwiany Tomasza Zana, naczelnika młodzieży, religijna rezygnacja, braterska zgoda i miłość młodych więźniów, kara boża, sięgająca widomie prześladowców, zostawiły głębokie wrażenie na umyśle tych, którzy byli świadkami lub uczestnikami zdarzeń; a opisane zdają się przenosić czytelników w czasy dawne, czasy wiary i cudów.

Kto zna dobrze ówczesne wypadki, da świadectwo autorowi, że sceny historyczne i charaktery osób działających skryślił sumiennie, nic nie dodając i nigdzie nie przesadzając. I po cóż by miał dodawać albo przesadzać; czy dla ożywienia w sercu rodaków nienawiści ku wrogom? czy dla obudzenia litości w Europie? – Czymże są wszystkie ówczesne okrucieństwa w porównaniu tego, co naród polski teraz cierpi[7 - teraz – czyli po upadku powstania listopadowego. [przypis redakcyjny]] i na co Europa teraz obojętnie patrzy! Autor chciał tylko zachować narodowi wierną pamiątkę z historii litewskiej lat kilkunastu: nie potrzebował ohydzać rodakom wrogów, których znają od wieków; a do litościwych narodów europejskich, które płakały nad Polską jak niedołężne niewiasty Jeruzalemu nad Chrystusem, naród nasz przemawiać tylko będzie słowami Zbawiciela: «Córki Jerozolimskie, nie płaczcie nade mną, ale nad samymi sobą».




LITWA





PROLOG




W Wilnie przy ulicy Ostrobramskiej, w klasztorze ks. ks. Bazylianów, przerobionym na więzienie stanu – cela więźnia.




A strzeżcie się ludzi, albowiem was będą wydawać do siedzącej rady i w bożnicach swoich was biczować będą.

    Mat. R. X w. 17



I do Starostów i do Królów będziecie wodzeni na świadectwo im i poganom.

    w. 18



I będziecie w nienawiści u wszystkich dla imienia mego. Ale kto wytrwa aż do końca, ten będzie zbawion.

    w. 22



Więzień wsparty na oknie; śpi


ANIOŁ STRÓŻ

		Niedobre, nieczułe dziecię!
		Ziemskie matki twej zasługi,
		Prośby jej na tamtym świecie
		Strzegły długo wiek twój młody
		Od pokusy i przygody:
		Jako róża, anioł sadów,
		We dnie kwitnie, w noc jej wonie
		Bronią senne dziecka skronie
		Od zarazy i owadów.

		Nieraz ja na prośbę matki
		I za pozwoleniem bożem
		Zstępowałem do twej chatki,
		Cichy, w cichej nocy cieniu:
		Zstępowałem na promieniu
		I stawałem nad twym łożem.

		Gdy cię noc ukołysała,
		Ja nad marzeniem namiętnym
		Stałem jak lilija biała,
		Schylona nad źródłem mętnym.
		Nieraz dusza mnie twa zbrzydła,
		Alem w złych myśli nacisku
		Szukał dobrej, jak w mrowisku
		Szukają ziarnek kadzidła.

		Ledwie dobra myśl zaświeci,
		Brałem duszę twą za rękę,
		Wiodłem w kraj, gdzie wieczność świeci,
		I śpiewałem jej piosenkę,
		Którą rzadko ziemskie dzieci
		Słyszą, rzadko i w uśpieniu,
		A zapomną w odecknieniu.
		Jam ci przyszłe szczęście głosił,
		Na mych rękach w niebo nosił,
		A tyś słyszał niebios dźwięki
		Jako pjanych uczt piosenki.

		Ja, syn chwały nieśmiertelnej,
		Przybierałem wtenczas postać
		Obrzydłej larwy piekielnej,
		By cię straszyć, by cię chłostać;
		Tyś przyjmował chłostę Boga
		Jak dziki męczarnie wroga.
		I dusza twa w niepokoju,
		Ale z dumą się budziła,
		Jakby w niepamięci zdroju
		Przez noc całą męty piła.
		I pamiątki wyższych światów
		W głąb ciągnąłeś, jak kaskada,
		Gdy w podziemną przepaść wpada,
		Ciągnie liście drzew i kwiatów.

		Natenczas gorzko płakałem,
		Oblicze tuląc w me dłonie;
		Chciałem i długo nie śmiałem
		Ku niebieskiej wracać stronie,
		Bym nie spotkał twojej matki;
		Spyta się: «Jaka nowina
		Z kuli ziemskiej, z mojej chatki,
		Jaki sen był mego syna?»

WIĘZIEŃ



budzi się strudzony i patrzy w okno – ranek


		Nocy cicha, gdy wschodzisz, kto ciebie zapyta,
		Skąd przychodzisz; gdy gwiazdy przed sobą rozsiejesz,
		Kto z tych gwiazd tajnie przyszłej drogi twej wyczyta!
		«Zaszło słońce», wołają astronomy z wieży,
		Ale dlaczego zaszło, nikt nie odpowiada;
		Ciemności kryją ziemię i lud we śnie leży,
		Lecz dlaczego śpią ludzie, żaden z nich nie bada.
		Przebudzą się bez czucia, jak bez czucia spali —
		Nie dziwi słońca dziwna, lecz codzienna głowa;
		Zmienia się blask i ciemność jako straż pułkowa;
		Ale gdzież są wodzowie, co jej rozkazali?

		A sen? – ach, ten świat cichy, głuchy, tajemniczy,
		Życie duszy, czyż nie jest warte badań ludzi!
		Któż jego miejsce zmierzy, kto jego czas zliczy!
		Trwoży się człowiek śpiący – śmieje się, gdy zbudzi.
		Mędrcy mówią, że sen jest tylko przypomnienie —
		Mędrcy przeklęci!

		Czyż nie umiem rozróżnić marzeń od pamięci?
		Chyba mnie wmówią, że moje więzienie
		Jest tylko wspomnienie.
		Mówią, że senne czucie rozkoszy i kaźni
		Jest tylko grą wyobraźni; —
		Głupi! zaledwie z wieści wyobraźnią znają
		I nam wieszczom o niej bają!
		Bywałem w niej, zmierzyłem lepiej jej przestrzenie
		I wiem, że leży za jej granicą – marzenie.
		Prędzej dzień będzie nocą, rozkosz będzie kaźnią,
		Niż sen będzie pamięcią, mara wyobraźnią.



kładzie się i wstaje znowu – idzie do okna


		Nie mogę spocząć, te sny, to straszą, to łudzą:
		Jak te sny mię trudzą!



drzemie


DUCHY NOCNE[8 - Duchy nocne… Duch z lewej strony – duchy złe, szatańskie. [przypis redakcyjny]]

		Puch czarny, puch miękki pod głowę podłóżmy,
		Śpiewajmy, a cicho – nie trwóżmy, nie trwóżmy.

DUCH Z LEWEJ STRONY

		Noc smutna w więzieniu, tam w mieście wesele,
		U stołów tam muzyki huczą;
		Przy pełnych kielichach śpiewają minstrele[9 - minstrel – wędrowny śpiewak. [przypis edytorski]],
		Tam nocą komety się włóczą:
		Komety z oczkami i z jasnym warkoczem.



Więzień usypia


		Kto po nich kieruje łódź w biegu,
		Ten zaśnie na fali, w marzeniu uroczem,
		Na naszym przebudzi się brzegu.

ANIOŁ

		My uprosiliśmy Boga,
		By cię oddał w ręce wroga.
		Samotność mędrców mistrzyni.
		I ty w samotnym więzieniu,
		Jako prorok na pustyni,
		Dumaj o twym przeznaczeniu;

CHÓR DUCHÓW NOCNYCH

		W dzień Bóg nam dokucza, lecz w nocy wesele,
		W noc późną próżniaki się tuczą,
		I w nocy swobodniej śpiewają minstrele,
		Szatany piosenek ich uczą.

		Kto ranną myśl świętą przyniesie z kościoła,
		Kto rozmów poczciwych smak czuje,
		Noc-pjawka wyciągnie pobożną myśl z czoła,
		Noc-wąż w ustach smaki zatruje.

		Śpiewajmy nad sennym, my, nocy synowie,
		Usłużmy, aż będzie nam sługą.
		Wpadnijmy mu w serce, biegajmy po głowie,
		Nasz będzie – ach, gdyby spał długo!

ANIOŁ

		Modlono się za tobą na ziemi i w niebie,
		Wkrótce muszą tyrani na świat puścić ciebie.

WIĘZIEŃ



budzi się i myśli


		Ty, co bliźnich katujesz[10 - Ty, co bliźnich katujesz – więzień ma na myśli swego prześladowcę, Senatora. [przypis redakcyjny]], więzisz i wyrzynasz,
		I uśmiechasz się we dnie, i w wieczór ucztujesz;
		Czy ty z rana choć jeden sen twój przypominasz,
		A jeśliś go przypomniał, czy ty go pojmujesz?



drzemie


ANIOŁ

		Ty będziesz znowu wolny, my oznajmić przyszli.

WIĘZIEŃ



budzi się


		Będę wolny? – pamiętam, ktoś mi wczora prawił;
		Nie, skądże to, czy we śnie? czy Bóg mi objawił?



zasypia


ANIOŁOWIE

		Pilnujmy tylko, ach, pilnujmy myśli,
		Między myślami bitwa już stoczona.

DUCHY Z LEWEJ STRONY

		Podwójmy napaść.

DUCHY Z PRAWEJ

		My podwójmy straże.
		Czy zła myśl wygra, czy dobra pokona,
		Jutro się w mowach i w dziełach pokaże;
		I jedna chwila tej bitwy wyrzeka
		Na całe życie o losach człowieka.

WIĘZIEŃ

		Mam być wolny – tak! nie wiem, skąd przyszła nowina,
		Lecz ja znam, co być wolnym z łaski Moskwicina.
		Łotry zdejmą mi tylko z rąk i nóg kajdany,
		Ale wtłoczą na duszę – ja będę wygnany!
		Błąkać się w cudzoziemców, w nieprzyjaciół tłumie,
		Ja śpiewak[11 - Ja śpiewak – więzień jest poetą. W tym i w wielu innych miejscach widzimy, że Mickiewicz użycza bohaterowi Dziadów rysów swej własnej osobowości. [przypis redakcyjny]], – i nikt z mojej pieśni nie zrozumie
		Nic – oprócz niekształtnego i marnego dźwięku.
		Łotry, tej jednej broni z rąk mi nie wydarły,
		Ale mi ją zepsuto, przełamano w ręku;
		Żywy, zostanę dla mej ojczyzny umarły,
		I myśl legnie zamknięta w duszy mojej cieniu,
		Jako dyjament w brudnym zawarty kamieniu.



wstaje i pisze węglem z jednej strony:




D. O. M.[12 - D. O. M. – napis łaciński: Deo Optimo Maximo (w skrócie, jak na nagrobkach) – «Bogu Najlepszemu, Największemu. Gustaw zmarł 1823 1 listopada. – Tu narodził się Konrad 1823 1 listopada». – Gustaw, zrozpaczony kochanek z cz. IV, przeistacza się w więzieniu w Konrada, bojownika sprawy narodowej. [przypis redakcyjny]]



GUSTAVUS

OBIIT M. D. CCC. XXIII

CALENDIS NOVEMBRIS






z drugiej strony:




HIC NATUS EST

CONRADUS M. D. CCC. XXIII

CALENDIS NOVEMBRIS






wspiera się na oknie – usypia


DUCH

		Człowieku! gdybyś wiedział, jaka twoja władza!
		Kiedy myśl w twojej głowie, jako iskra w chmurze,
		Zabłyśnie niewidzialna, obłoki zgromadza,
		I tworzy deszcz rodzajny lub gromy i burze;
		Gdybyś wiedział, że ledwie jedną myśl rozniecisz,
		Już czekają w milczeniu, jak gromu żywioły,
		Tak czekają twej myśli – szatan i anioły:
		Czy ty w piekło uderzysz, czy w niebo zaświecisz;
		A ty jak obłok górny, ale błędny, pałasz
		I sam nie wiesz, gdzie lecisz, sam nie wiesz, co zdziałasz.
		Ludzie! każdy z was mógłby, samotny, więziony,
		Myślą i wiarą zwalać i podźwigać trony.




AKT I





SCENA I[13 - Osobom występującym w sc. I nadał poeta rysy biograficzne, a częściowo nawet imiona lub nazwiska swych kolegów, towarzyszy więzienia. [przypis redakcyjny]]




Korytarz – straż z karabinami stoi opodal – kilku więźniów młodych ze świecami wychodzą z cel swoich – północ


JAKUB

		Czy można? – obaczym się?

ADOLF

		Straż gorzałkę pije:
		Kapral nasz.

JAKUB

		Która biła?

ADOLF

		Północ niedaleko.

JAKUB

		Ale jak nas runt[14 - runt – nocna inspekcja wart. [przypis redakcyjny]] złowi, kaprala zasieka.

ADOLF

		Tylko zgaś świecę; – widzisz – ogień w okna bije.



gaszą świecę


		Runt dzieciństwo! runt musi do wrót długo pukać,
		Dać hasło i odebrać, musi kluczów szukać: —
		Potem – długi korytarz, – nim nas runt zacapi,
		Rozbieżym się, drzwi zamkną, każdy padł i chrapi.



Inni więźniowie, wywołani z celi, wychodzą


ŻEGOTA

		Dobry wieczór.

KONRAD

		I ty tu!

KS. LWOWICZ

		I wy tu?

SOBOLEWSKI

		I ja tu.

FREJEND

		A wiecie co, Żegoto, idziem do twej celi,
		Świeży więzień dziś wstąpił do nowicyjatu[15 - nowicjat – okres przygotowania do życia zakonnego. [przypis edytorski]],
		I ma komin; tam dobry ogień będziem mieli,
		A przy tym nowość, – dobrze widzieć nowe ściany.

SOBOLEWSKI

		Żegoto! a, jak się masz; – i ty tu, kochany!

ŻEGOTA

		U mnie cela trzy kroki; was taka gromada.

FREJEND

		Wiecie co, pójdźmy lepiej do celi Konrada.
		Najdalsza jest, przytyka do muru kościoła;
		Nie słychać stamtąd, choć kto śpiewa albo woła.
		Myślę dziś głośno gadać i chcę śpiewać wiele;
		W mieście pomyślą, że to śpiewają w kościele.
		Jutro jest Narodzenie Boże. – Eh – koledzy,
		Mam i kilka butelek.

JAKUB

		Bez kaprala wiedzy?

FREJEND

		Kapral poczciwy, i sam z butelek skorzysta,
		Przy tym jest Polak, dawny nasz legijonista,
		Którego car przerobił gwałtem na Moskala.
		Kapral dobry katolik, i więźniom pozwala
		Przepędzić wieczór świętej Wigiliji razem.

JAKUB

		Gdyby się dowiedzieli, nie uszłoby płazem.



Wchodzą do celi Konrada, nakładają ogień w kominie i zapalają świecę. – Cela Konrada jak w Prologu


KS. LWOWICZ

		I skądże się tu wziąłeś, Żegoto kochany?
		Kiedy?

ŻEGOTA

		Dziś mię porwali z domu, ze stodoły.

KS. LWOWICZ

		I ty byłeś gospodarz?

ŻEGOTA

		Jaki! zawołany.
		Żebyś ty widział moje merynosy[16 - merynosy – rasa owiec. [przypis edytorski]], woły!
		Ja, co pierwej nie znałem, co owies, co słoma,
		Mam sławę najlepszego w Litwie ekonoma.

JAKUB

		Wzięto cię niespodzianie?

ŻEGOTA

		Od dawna słyszałem
		O jakimś w Wilnie śledztwie; dom mój blisko drogi.
		Widać było kibitki latające czwałem
		I co noc nas przerażał poczty dźwięk złowrogi.
		Nieraz gdyśmy wieczorem do stołu zasiedli
		I ktoś żartem uderzył w szklankę noża trzonkiem,
		Drżały kobiety nasze, staruszkowie bledli,
		Myśląc, że już zajeżdża feldjeger ze dzwonkiem.[17 - Myśląc, że już zajeżdża feldjeger ze dzwonkiem. Feldjegry, czyli strzelcy polni cesarscy, są rodzajem żandarmów: polują szczególnie na osoby rządowi podejrzane, jeżdżą pospolicie w kibitkach, to jest wózkach drewnianych bez resorów i żelaza, wąskich, płaskich i z przodu wyższych niż z tyłu. Byron wspomina o tych wozach w swoim Don Juanie. Feldjeger przybywa pospolicie w nocy, porywa podejrzaną osobę, nie mówiąc nigdy, gdzie ją powiezie. Kibitka opatrzona jest dzwonkiem pocztowym. Kto nie był w Litwie, z trudnością wystawi sobie przestrach, jaki panuje w każdym domie, u którego wrót odezwie się dzwonek pocztowy. [przypis autorski]]
		Lecz nie wiedziałem, kogo szukają i za co,
		Nie należałem dotąd do żadnego spisku.
		Sądzę, że rząd to śledztwo wynalazł dla zysku,
		Że się więźniowie nasi porządnie opłacą
		I powrócą do domu.

TOMASZ

		Taką masz nadzieję?

ŻEGOTA

		Jużci przecież bez winy w Sybir nas nie wyślą;
		A jakąż winę naszą znajdą lub wymyślą?
		Milczycie, – wytłumaczcież, co się tutaj dzieje,
		O co nas oskarżono, jaki powód sprawy?

TOMASZ

		Powód – że Nowosilcow przybył tu z Warszawy.
		Znasz zapewne charakter pana Senatora.
		Wiesz, że już był w niełasce u imperatora,
		Że zysk dawniejszych łupiestw przepił i roztrwonił,
		Stracił u kupców kredyt i ostatkiem gonił.
		Bo pomimo największych starań i zabiegów
		Nie może w Polsce spisku żadnego wyśledzić;
		Więc postanowił świeży kraj, Litwę, nawiedzić,
		I tu przeniósł się z całym głównym sztabem szpiegów.
		Żeby zaś mógł bezkarnie po Litwie plądrować
		I na nowo się w łaskę samodzierżcy wkręcić,
		Musi z towarzystw naszych wielką rzecz wysnuwać
		I nowych wiele ofiar carowi poświęcić.

ŻEGOTA

		Lecz my się uniewinnim —

TOMASZ

		Bronić się daremnie —
		I śledztwo, i sąd cały toczy się tajemnie;
		Nikomu nie powiedzą, za co oskarżony,
		Ten, co nas skarży, naszej ma słuchać obrony;
		On gwałtem chce nas karać – nie unikniem kary.
		Został nam jeszcze środek smutny – lecz jedyny:
		Kilku z nas poświęcimy wrogom na ofiary,
		I ci na siebie muszą przyjąć wszystkich winy.
		Ja stałem na waszego towarzystwa czele,
		Mam obowiązek cierpieć za was, przyjaciele;
		Dodajcie mi wybranych jeszcze kilku braci,
		Z takich, co są sieroty, starsi, nieżonaci,
		Których zguba niewiele serc w Litwie zakrwawi,
		A młodszych, potrzebniejszych z rąk wroga wybawi.

ŻEGOTA

		Więc aż do tego przyszło?

JAKUB

		Patrz, jak się zasmucił.
		Nie wiedział, że dom może na zawsze porzucił.

FREJEND

		Nasz Jacek musiał żonę zostawić w połogu,
		A nie płacze —

FELIKS KOŁAKOWSKI

		Ma płakać? owszem – chwała Bogu.
		Jeśli powije syna, przyszłość mu wywieszczę —
		Daj mi no rękę – jestem trochę chiromanta[18 - chiromanta – osoba potrafiąca wróżyć z linii papilarnych dłoni. [przypis edytorski]],
		Wywróżę tobie przyszłość twojego infanta[19 - infant (z fr.) – dziecko; najczęściej w ten sposób określano dziecko królewskie, następcę tronu, dlatego też słowo to użyte na określenie mającego się narodzić potomka jednego z więźniów, nadaje całej wypowiedzi charakter ironiczny. [przypis edytorski]].



patrząc na rękę


		Jeśli będzie poczciwy, pod moskiewskim rządem
		Spotka się niezawodnie z kibitką i sądem;
		A kto wie, może wszystkich nas znajdzie tu jeszcze —
		Lubię synów, to nasi przyszli towarzysze.

ŻEGOTA

		Wy tu długo siedzicie?

FREJEND

		Skądże datę wiedzieć?
		Kalendarza nie mamy, nikt listów nie pisze;
		To gorsza, że nie wiemy, póki mamy siedzieć.

SUZIN

		Ja mam u okna parę drewnianych firanek
		I nie wiem nawet, kiedy mrok, a kiedy ranek.

FREJEND

		Ale pytaj Tomasza, patryjarchę biedy;
		Największy szczupak, on też pierwszy wpadł do matni;
		On nas tu wszystkich przyjął i wyjdzie ostatni,
		Wie o wszystkich, kto przybył, skąd przybył i kiedy.

SUZIN

		To pan Tomasz! ja poznać nie mogłem Tomasza;
		Daj mi rękę, znałeś mię krótko i niewiele:
		Wtenczas tak była droga wszystkim przyjaźń wasza
		Otaczali was liczni, bliżsi przyjaciele;
		Nie dojrzałeś mię w tłumie, lecz ja ciebie znałem,
		Wiem, coś zrobił, coś cierpiał, żebyś nas ocalił; —
		Odtąd będę się z twojej znajomości chwalił,
		I w dzień zgonu przypomnę – z Tomaszem płakałem.

FREJEND

		Ale dla Boga, po co te łzy, płacze, zgroza.
		Patrz – Tomasz, gdy był wolny, miał na swoim czole
		Wypisano wielkimi literami: «koza».
		Dziś w więzieniu jak w domu, jak w swoim żywiole.
		On był na świecie jako grzyby kryptogamy,
		Więdniał i schnął od słońca; – wsadzony do lochu,
		Kiedy my, słoneczniki, bledniejem, zdychamy,
		On rozwija się, kwitnie i tyje po trochu.
		Ale też wziął pan Tomasz kuracyją modną,
		Sławną teraz na świecie kuracyją głodną.

ŻEGOTA

do Tomasza

		Głodem ciebie morzono?

FREJEND

		Dodawano strawy;
		Ale gdybyś ją widział, – widok to ciekawy!
		Dość było taką strawą w pokoju zakadzić,
		Ażeby myszy wytruć i świerszcze wygładzić.

ŻEGOTA

		I jakże ty jeść mogłeś!

TOMASZ

		Tydzień nic nie jadłem,
		Potem jeść próbowałem, potem z sił opadłem;
		Potem jak po truciźnie czułem bole, kłucia,
		Potem kilka tygodni leżałem bez czucia.
		Nie wiem, ile i jakiem choroby przebywał,
		Bo nie było doktora, co by je nazywał.
		Wreszcie jam wstał jadł znowu i do sił przychodził,
		I zdaje mi się, żem się do tej strawy zrodził.

FREJEND



z wymuszoną wesołością


		Wierzcie mi, tam za kozą[20 - koza – więzienie. [przypis edytorski]] same urojenia;
		Kto tu był, sekret kuchni i mieszkań przeniknął:
		Jeść, mieszkać, źle czy dobrze – skutek przywyknienia.
		Pytał raz Litwin, nie wiem, diabła czy Pińczuka[21 - Pytał raz Litwin, nie wiem, diabła czy Pińczuka. Nazywa lud w Litwie Pińczukami obywateli błotnistych okolic Pińska. [przypis autorski]]:
		«Dlaczego siedzisz w błocie?» – «Siedzę, bom przywyknął».

JAKUB

		Ależ przywyknąć, bracie!

FREJEND

		Na tym cała sztuka.

JAKUB

		Ja tu siedzę podobno od ośmiu miesięcy,
		A tak tęsknię jak pierwej, nie mniej —

FREJEND

		I nie więcéj?
		Pan Tomasz tak przywyknął, że mu powiew zdrowy
		Zaraz piersi obciąża, robi zawrót głowy.
		On odwyknął oddychać, nie wychodzi z celi —
		Jeśli go stąd wypędzą, koza się opłaci:
		Bo on potem ni grosza na wino nie straci,
		Tylko łyknie powietrza i wnet się podchmieli[22 - Tylko łyknie powietrza i wnet się podchmieli. Więźniowie, którzy długo byli w zamknięciu, wychodząc na świeże powietrze doświadczają pewnego rodzaju upojenia. [przypis autorski]].

TOMASZ

		Wolałbym być pod ziemią, w głodzie i chorobie,
		Znosić kije i gorsze niźli kije – śledztwo,
		Niż tu, w lepszym więzieniu, mieć was za sąsiedztwo. —
		Łotry! wszystkich nas w jednym chcą zakopać grobie.

FREJEND

		Jak to? więc płaczesz po nas – masz kogo żałować.
		Czy nie mnie? pytam, jaka korzyść z mego życia?
		Jeszcze w wojnie – mam jakiś talencik do bicia,
		I mógłbym kilku dońcom[23 - dońcom – chodzi o kozaków zw. dońskimi (tereny ich osiedlenia w Imperium Rosyjskim leżały nad Donem na Ukrainie), którzy tworzyli doborową kawalerię wojska ros. [przypis edytorski]] grzbiety naszpikować.
		Ale w pokoju – cóż stąd, że lat sto przeżyję
		I będę klął Moskalów, i umrę – i zgniję.
		Na wolności wiek cały byłbym mizerakiem,
		Jak proch, albo jak wino miernego gatunku; —
		Dziś, gdy wino zatknięto, proch przybito kłakiem,
		W kozie mam całą wartość butli i ładunku.
		Wytchnąłbym się jak wino z otwartej konewki;
		Spaliłbym jak proch lekko z otwartej panewki.
		Lecz jeśli mię w łańcuchach stąd na Sybir wyślą,
		Obaczą mię Litwini bracia i pomyślą:
		Wszakci to krew szlachecka, to młódź nasza ginie,
		Poczekaj, zbójco caru[24 - caru – gwarowa (z ros.) forma wołacza: carze. [przypis redakcyjny]], czekaj, Moskwicinie! —
		Taki jak ja, Tomaszu, dałby się powiesić,
		Żebyś ty jednę chwilę żył na świecie dłużéj:
		Taki jak ja – ojczyźnie tylko śmiercią służy;
		Umarłbym dziesięć razy, byle cię raz wskrzesić, —
		Ciebie, lub ponurego poetę Konrada,
		Który nam o przyszłości, jak Cygan, powiada. —



do Konrada


		Wierzę, bo Tomasz mówił, żeś ty śpiewak wielki,
		Kocham cię, boś podobny także do butelki:
		Rozlewasz pieśń, uczuciem, zapałem oddychasz,
		Pijem, czujem, a ciebie ubywa – usychasz.



bierze za rękę Konrada i łzy sobie ociera

do Tomasza i Konrada


		Wy wiecie, że was kocham, ale można kochać,
		Nie płakać. Otóż, bracia, osuszcie łzy wasze; —
		Bo jak się raz rozczulę i jak zacznę szlochać,
		I herbaty nie zrobię, i ogień zagaszę.



robi herbatę

Chwila milczenia


KS. LWOWICZ

		Prawda, źle przyjmujemy nowego przybysza;



pokazując Żegotę


		W Litwie zły to znak płakać we dniu inkrutowin[25 - W Litwie zły to znak płakać we dniu inkrutowin. Nazywają inkrutowinami uroczystość, którą gospodarz obchodzi, wnosząc się do nowego mieszkania. [przypis autorski]] —
		Czy nie dosyć w dzień milczym! – he? – jak długa cisza.

JAKUB

		Czy nie ma nowin z miasta?

WSZYSCY

		Nowin?

KS. LWOWICZ

		Żadnych nowin?

ADOLF

		Jan dziś chodził na śledztwo, był godzinę w mieście,
		Ale milczy i smutny; – i jak widać z miny,
		Nie ma ochoty gadać.

KILKU Z WIĘŹNIÓW

		            No, Janie! Nowiny?

JAN SOBOLEWSKI

ponuro

		Niedobre – dziś – na Sybir – kibitek dwadzieście
		Wywieźli.

ŻEGOTA

		Kogo? – naszych?

JAN

		Studentów ze Żmudzi.

WSZYSCY

		Na Sybir?

JAN

		I paradnie! – było mnóstwo ludzi.

KILKU

		Wywieźli!

JAN

		Sam widziałem.

JACEK

		Widziałeś! – i mego
		Brata wywieźli? – wszystkich?

JAN

		Wszystkich, – do jednego
		Sam widziałem. – Wracając, prosiłem kaprala
		Zatrzymać się; pozwolił chwilkę. Stałem z dala,
		Skryłem się za słupami kościoła. W kościele
		Właśnie msza była; – ludu zebrało się wiele.
		Nagle lud cały runął przeze drzwi nawałem,
		Z kościoła ku więzieniu. Stałem pod przysionkiem,
		I kościół tak był pusty, że w głębi widziałem
		Księdza z kielichem w ręku i chłopca ze dzwonkiem.
		Lud otoczył więzienie nieruchomym wałem;
		Od bram więzienia na plac, jak w wielkie obrzędy,
		Wojsko z bronią, z bębnami stało we dwa rzędy;
		W pośrodku nich kibitki. – Patrzę, z placu sadzi
		Policmejster na koniu; – z miny zgadłbyś łatwo,
		Że wielki człowiek, wielki tryumf poprowadzi:
		Tryumf Cara północy, zwycięzcy – nad dziatwą. —
		Wkrótce znak dano bębnem i ratusz otwarty —
		Widziałem ich: – za każdym z bagnetem szły warty,
		Małe chłopcy, znędzniałe, wszyscy jak rekruci
		Z golonymi głowami; – na nogach okuci.
		Biedne chłopcy – najmłodszy, dziesięć lat, niebożę,
		Skarżył się, że łańcucha podźwignąć nie może;
		I pokazywał nogę skrwawioną i nagą.
		Policmejster przejeżdża, pyta, czego żądał;
		Policmejster człek ludzki, sam łańcuch oglądał:
		«Dziesięć funtów, zgadza się z przepisaną wagą». —
		Wywiedli Janczewskiego; – poznałem, oszpetniał,
		Sczerniał, schudł, ale jakoś dziwnie wyszlachetniał.
		Ten przed rokiem swawolny, ładny chłopczyk mały,
		Dziś poglądał z kibitki, jak z odludnej skały
		Ów Cesarz! – okiem dumnym, suchym i pogodnym;
		To zdawał się pocieszać spólników niewoli,
		To lud żegnał uśmiechem, gorzkim, lecz łagodnym,
		Jak gdyby im chciał mówić: nie bardzo mię boli.
		Wtem zdało mi się, że mnie napotkał oczyma,
		I nie widząc, że kapral za suknią mię trzyma,
		Myślił, żem uwolniony; – dłoń swą ucałował,
		I skinął ku mnie, jakby żegnał i winszował; —
		I wszystkich oczy nagle zwróciły się ku mnie,
		A kapral ciągnął gwałtem, ażebym się schował;
		Nie chciałem, tylkom stanął bliżej przy kolumnie.
		Uważałem na więźnia postawę i ruchy: —
		On postrzegł, że lud płacze patrząc na łańcuchy,
		Wstrząsł nogą łańcuch, na znak, że mu niezbyt ciężył. —
		A wtem zacięto konia, – kibitka runęła —
		On zdjął z głowy kapelusz, wstał i głos natężył,
		I trzykroć krzyknął: «Jeszcze Polska nie zginęła». —
		Wpadli w tłum; – ale długo ta ręka ku niebu,
		Kapelusz czarny jako chorągiew pogrzebu,
		Głowa, z której włos przemoc odarła bezwstydna,
		Głowa niezawstydzona, dumna, z dala widna,
		Co wszystkim swą niewinność i hańbę obwieszcza
		I wystaje z czarnego tylu głów natłoku,
		Jak z morza łeb delfina, nawałnicy wieszcza,
		Ta ręka i ta głowa zostały mi w oku,
		I zostaną w mej myśli, – i w drodze żywota
		Jak kompas pokażą mi, powiodą, gdzie cnota:
		Jeśli zapomnę o nich, Ty, Boże na niebie,
		Zapomnij o mnie. —

KS. LWOWICZ

		Amen za was.

KAŻDY Z WIĘŹNIÓW

		I za siebie.

JAN SOBOLEWSKI

		Tymczasem zajeżdżały inne rzędem długim
		Kibitki; – ich wsadzano jednego po drugim.
		Rzuciłem wzrok po ludu ściśnionego kupie,
		Po wojsku, – wszystkie twarze pobladły jak trupie;
		A w takim tłumie taka była cichość głucha,
		Żem słyszał każdy krok ich, każdy dźwięk łańcucha.
		Dziwna rzecz! wszyscy czuli, jak nieludzka kara:
		Lud, wojsko czuje, – milczy, – tak boją się cara.
		Wywiedli ostatniego; – zdało się, że wzbraniał,
		Lecz on biedny iść nie mógł, co chwila się słaniał,
		Z wolna schodził ze schodów i ledwie na drugi
		Szczebel stąpił, stoczył się i upadł jak długi;
		To Wasilewski, siedział tu w naszym sąsiedztwie;
		Dano mu tyle kijów onegdaj na śledztwie,
		Że mu odtąd krwi kropli w twarzy nie zostało.
		Żołnierz przyszedł i podjął z ziemi jego ciało,
		Niósł w kibitkę na ręku, ale ręką drugą
		Tajemnie łzy ocierał; – niósł powoli, długo
		Wasilewski nie zemdlał, nie zwisnął, nie ciężał,
		Ale jak padł na ziemię prosto, tak otężał.
		Niesiony, jak słup sterczał i jak z krzyża zdjęte
		Ręce miał nad barkami żołnierza rozpięte;
		Oczy straszne, zbielałe, szeroko rozwarte; —
		I lud oczy i usta otworzył; – i razem
		Jedno westchnienie z piersi tysiąca wydarte,
		Głębokie i podziemne jęknęło dokoła,
		Jak gdyby jękły wszystkie groby spod kościoła.
		Komenda je zgłuszyła bębnem i rozkazem:
		«Do broni – marsz!» – ruszono, a środkiem ulicy
		Puściła się kibitka lotem błyskawicy.
		Jedna pusta; – był więzień, ale niewidomy[26 - niewidomy – niewidoczny. [przypis redakcyjny]];
		Rękę tylko do ludu wyciągnął spod słomy,
		Siną, rozwartą, trupią; trząsł nią, jakby żegnał;
		Kibitka w tłum wjechała; – nim bicz tłumy przegnał,
		Stanęli przed kościołem; i właśnie w tej chwili
		Słyszałem dzwonek, kiedy trupa przewozili.
		Spojrzałem w kościół pusty i rękę kapłańską
		Widziałem, podnoszącą ciało i krew Pańską,
		I rzekłem: Panie! Ty, co sądami Piłata
		Przelałeś krew niewinną dla zbawienia świata,
		Przyjm tę spod sądów cara ofiarę dziecinną,
		Nie tak świętą ni wielką, lecz równie niewinną.



Długie milczenie


JÓZEF

		Czytałem ja o wojnach; – w dawnych, dzikich czasach,
		Piszą, że tak okropne wojny prowadzono,
		Że nieprzyjaciel drzewom nie przepuszczał w lasach
		I że z drzewami na pniu zasiewy palono.
		Ale car mędrszy, srożej, głębiej Polskę krwawi,
		On nawet ziarna zboża zabiera i dławi;
		Sam szatan mu metodę zniszczenia tłumaczy.

KOŁAKOWSKI

		I uczniowi najlepszą nagrodę wyznaczy.

Chwila milczenia

KS. LWOWICZ

		Bracia, kto wie, ów więzień może jeszcze żyje;
		Pan Bóg to sam wie tylko i kiedyś odkryje.
		Ja, jak ksiądz, pomodlę się, i wam radzę szczerze
		Zmówić za męczennika spoczynek pacierze. —
		Kto wie, jaka nas wszystkich czeka jutro dola.

ADOLF

		Zmówże i po Ksawerym pacierz, jeśli wola;
		Wiesz, że on, nim go wzięli, w łeb sobie wystrzelił.

FREJEND

		Łebski! – To z nami uczty wesołe on dzielił,
		Jak przyszło dzielić biedę, on w nogi ze świata.

KS. LWOWICZ

		Nieźle by i za tego pomodlić się brata.

JANKOWSKI

		Wiesz, księże: dalibógże, drwię ja z twojej wiary:
		Cóż stąd, choćbym był gorszym niż Turki, Tatary,
		Choćbym został złodziejem, szpiegiem, rozbójnikiem,
		Austryjakiem, Prusakiem, carskim urzędnikiem;
		Jeszcze tak prędko bożej nie lękam się kary; —
		Wasilewski zabity, my tu – a są cary.

FREJEND

		Toż chciałem mówić, dobrze, żeś ty za mnie zgrzeszył; —
		Ale pozwól odetchnąć, bom całkiem osłupiał
		Słuchając tych powieści – człek spłakał się, zgłupiał.
		Ej, Feliksie, żebyś ty nas trochę pocieszył!
		Ty, jeśli zechcesz, w piekle diabła byś rozśmieszył.

KILKU WIĘŹNIÓW

		Zgoda, zgoda, Feliksie, musisz gadać, śpiewać,
		Feliks ma głos, hej, Frejend, hej, wina nalewać.

ŻEGOTA

		Stójcie na chwilę – ja też szlachcic sejmikowy,
		Choć ostatni przybyłem, nie chcę cicho siedzieć;
		Józef nam coś o ziarnkach mówił, – na te mowy
		Gospodarz winien z miejsca swego odpowiedzieć.
		Lubo car wszystkie ziarna naszego ogrodu
		Chce zabrać i zakopać w ziemię w swoim carstwie,
		Będzie drożyzna, ale nie bójcie się głodu;
		Pan Antoni już pisał o tym gospodarstwie.

JEDEN Z WIĘŹNIÓW

		Jaki Antoni?

ŻEGOTA

		Znacie bajkę Goreckiego[27 - bajkę Goreckiego – poniżej Żegota przytacza treść bajki Diabeł i zboże Antoniego Goreckiego (1787–1861), poety i bajkopisarza, uczestnika kampanii napoleońskich, a następnie powstania listopadowego; z Mickiewiczem zaprzyjaźnił się już na emigracji, później jeszcze połączyły ich również więzy rodzinne (syn Goreckiego, Tadeusz, poślubił Marię Mickiewiczównę). [przypis edytorski]]?
		A raczej prawdę?

KILKU

		Jaką? Powiedz nam, kolego.

ŻEGOTA

		Gdy Bóg wygnał grzesznika z rajskiego ogrodu,
		Nie chciał przecie, ażeby człowiek umarł z głodu;
		I rozkazał aniołom zboże przysposobić
		I rozsypać ziarnami po drodze człowieka.
		Przyszedł Adam, znalazł je, obejrzał z daleka
		I odszedł; bo nie wiedział, co ze zbożem robić.
		Aż w nocy przyszedł diabeł mądry i tak rzecze:
		«Niedaremnie tu Pan Bóg rozsypał garść żyta,
		Musi tu być w tych ziarnach jakaś moc ukryta;
		Schowajmy je, nim człowiek ich wartość dociecze».
		Zrobił rogiem rów w ziemi i nasypał żytem,
		Naplwał i ziemią nakrył, i przybił kopytem; —
		Dumny i rad, że boże zamiary przeniknął,
		Całym gardłem rozśmiał się i ryknął, i zniknął.
		Aż tu wiosną, na wielkie diabła zadziwienie,
		Wyrasta trawa, kwiecie, kłosy i nasienie.
		O wy! co tylko na świat idziecie z północą[28 - z północą – z zasadami, którymi kieruje się mocarstwo północne, carat rosyjski. [przypis redakcyjny]],
		Chytrość rozumem, a złość nazywacie mocą;
		Kto z was wiarę i wolność znajdzie i zagrzebie,
		Myśli Boga oszukać – oszuka sam siebie.

JAKUB

		Brawo, Antoni! pewnie Warszawę nawiedzi
		I za tę bajkę znowu z rok w kozie posiedzi.

FREJEND

		Dobre to – lecz ja znowu do Feliksa wracam.
		Wasze bajki – i co mi to za poezyje,
		Gdzie muszę głowę trudnić, niźli sens namacam;
		Nasz Feliks z piosenkami niech żyje i pije!



nalewa mu wino


JANKOWSKI

		A Lwowicz co? – on pacierz po umarłych mówi!
		Posłuchajcie, zaśpiewam piosnkę Lwowiczowi.



śpiewa


		Mówcie, jeśli wola czyja,
		Jezus Maryja.
		Nim uwierzę że nam sprzyja
		Jezus Maryja:
		Niech wprzód łotrów powybija
		Jezus Maryja.

		Tam car jak dzika bestyja,
		Jezus Maryja!
		Tu Nowosilcow jak żmija,
		Jezus Maryja!

		Póki cała carska szyja,
		Jezus Maryja,
		Póki Nowosilcow pija,
		Jezus Maryja,
		Nie uwierzę, że nam sprzyja
		Jezus Maryja.

KONRAD

		Słuchaj, ty! – tych mnie imion przy kielichach wara.
		Dawno nie wiem, gdzie moja podziała się wiara,
		Nie mieszam się do wszystkich świętych z litaniji,
		Lecz nie dozwolę bluźnić imienia Maryi.

KAPRAL



podchodząc do Konrada


		Dobrze, że Panu jedno to zostało imię —
		Choć szuler zgrany wszystko wyrzuci z kalety,
		Nie zgrał się, póki jedną ma sztukę monety.
		Znajdzie ją w dzień szczęśliwy, więc z kalety wyjmie,
		Więc da w handel na procent, Bóg pobłogosławi,
		I większy skarb przed śmiercią, niźli miał, zostawi.
		To imię, Panie, nie żart – więc mnie się zdarzyło
		W Hiszpaniji, lat temu – o, to dawno było,
		Nim car mię tym oszpecił mundurem szelmowskim —
		Więc byłem w legijonach, naprzód pod Dąbrowskim,
		A potem wszedłem w sławny pułk Sobolewskiego.

SOBOLEWSKI

		To mój brat!

KAPRAL

		O mój Boże! pokój duszy jego!
		Walny żołnierz – tak – zginął od pięciu kul razem;
		Nawet podobny Panu. – Otóż – więc z rozkazem
		Brata Pana jechałem w miasteczko Lamego —
		Jak dziś pamiętam – więc tam byli Francuziska:
		Ten gra w kości, ten w karty, ten dziewczęta ściska —
		Nuż beczeć; – Każdy Francuz, jak podpije, beczy.
		Jak zaczną tedy śpiewać wszyscy nic do rzeczy,
		Siwobrode wąsale takie pieśni tłuste!
		Aż był wstyd mnie młodemu. – Z rozpusty w rozpustę,
		Dalej bredzić na świętych; – otóż z większych w większe
		Grzechy laząc, nuż bluźnić na Pannę Najświętszę —
		A trzeba wiedzieć, że mam patent sodalisa[29 - patent sodalisa – dokument członkowstwa w sodalicji mariańskiej (por. łac. sodalicium, towarzystwo, bractwo, związek), tj. bractwa, którego członkowie oddają szczególną cześć Najświętszej Marii Pannie (pierwsze takie związki zaczęły powstawać w XVI w.). [przypis edytorski]]
		I z powinności bronię Maryi imienia —
		Więc ja im perswadować: – Stulcie pysk, do bisa!
		Więc umilkli, nie chcąc mieć ze mną do czynienia. —



Konrad zamyśla się, inni zaczynają, rozmowę


		Ale no Pan posłuchaj, co się stąd wyświęci.
		Po zwadzie poszliśmy spać, wszyscy dobrze cięci —
		Aż w nocy trąbią na koń – zaczną obóz trwożyć —
		Francuzi nuż do czapek, i nie mogą włożyć: —
		Bo nie było na co wdziać, – bo każdego główka
		Była ślicznie odcięta nożem jak makówka.
		Szelma gospodarz porznął jak kury w folwarku; —
		Patrzę, więc moja głowa została na karku;
		W czapce kartka łacińska, pismo nie wiem czyje:
		«Vivat Polonus, unus defonsor Mariae»[30 - Vivat Polonus, unus defensor Mariae (łac.) – Niech żyje Polak, jedyny obrońca Marii – przygoda, jak się zdaje, oparta o wydarzenie rzeczywiste. Opowiedział je uczestnik tamtych walk Adam Amilkar Kosiński pod tym właśnie łacińskim tytułem w jednym ze swych Opowiadań żołnierskich (Lipsk 1845). [przypis redakcyjny]].
		Otóż widzisz Pan, że ja tym imieniem żyję.

JEDEN Z WIĘŹNIÓW

		Feliksie, musisz śpiewać; nalać mu herbaty
		Czy wina. —

FELIKS

		Jednogłośnie decydują braty,
		Że muszę być wesoły. Chociaż serce pęka,
		Feliks będzie wesoły i będzie piosenka.



śpiewa


		Nie dbam, jaka spadnie kara,
		Mina[31 - mina – (z franc.) kopalnia. [przypis redakcyjny]], Sybir czy kajdany.
		Zawsze ja wierny poddany
		Pracować będę dla cara;

		W minach kruszec kując młotem,
		Pomyślę: ta mina szara
		To żelazo, – z niego potem
		Zrobi ktoś topór na cara.

		Gdy będę na zaludnieniu,
		Pojmę córeczkę Tatara;
		Może w moim pokoleniu
		Zrodzi się Paleń[32 - Paleń – hr. Piotr Pahlen (1746–1826) minister rosyjski, organizator spisku, który doprowadził do zamordowania cara Pawła I (1801). [przypis redakcyjny]] dla cara.

		Gdy w kolonijach osiędę,
		Ogród zorzę, grzędy skopię,
		A na nich co rok siać będę
		Same lny, same konopie.

		Z konopi ktoś zrobi nici —
		Srebrem obwita nić szara
		Może się kiedyś poszczyci,
		Że będzie szarfą dla cara[33 - szarfa dla cara – szarfą, stanowiącą dekorację munduru carskiego, udusili spiskowcy cara Pawła. [przypis redakcyjny]].

CHÓR



śpiewa


		Zrodzi się Paleń dla cara
		ra – ra – ra – ra – ra – ra —

SUZIN

		Lecz cóż to Konrad cicho zasępiony siedzi,
		Jakby obliczał swoje grzechy do spowiedzi?
		Feliksie, on nie słyszał zgoła twoich pieni;
		Konradzie! – patrzcie – zbladnął, znowu się czerwieni.
		Czy on słaby?

FELIKS

		Stój, cicho – zgadłem, że tak będzie —
		O, my znamy Konrada, co to znaczy, wiemy.
		Północ jego godzina. – Teraz Feliks niemy,
		Teraz, bracia, piosenkę lepszą posłyszemy.
		Ale muzyki trzeba; – ty masz flet, Frejendzie,
		Graj dawną jego nutę, a my cicho stójmy
		I kiedy trzeba, głosy do chóru nastrójmy.

JÓZEF



patrząc na Konrada


		Bracia! duch jego uszedł i błądzi daleko:
		Jeszcze nie wrócił – może przyszłość w gwiazdach czyta,
		Może się tam z duchami znajomymi wita,
		I one mu powiedzą, czego z gwiazd docieką.
		Jak dziwne oczy – błyszczy ogień pod powieką,
		A oko nic nie mówi i o nic nie pyta;
		Duszy teraz w nich nie ma; błyszczą jak ogniska
		Zostawione od wojska, które w nocy cieniu
		Na daleką wyprawę ruszyło w milczeniu —
		Nim zgasną, wojsko wróci na swe stanowiska.



Frejend próbuje różnych nut


KONRAD



śpiewa


		Pieśń ma była już w grobie, już chłodna, —
		Krew poczuła – spod ziemi wygląda —
		I jak upiór powstaje krwi głodna:
		I krwi żąda, krwi żąda, krwi żąda.
		Tak! zemsta, zemsta, zemsta na wroga,
		Z Bogiem i choćby mimo Boga!



Chór powtarza


		I Pieśń mówi: ja pójdę wieczorem,
		Naprzód braci rodaków gryźć muszę,
		Komu tylko zapuszczę kły w duszę,
		Ten jak ja musi zostać upiorem.
		Tak! zemsta, zemsta, etc. etc.

		Potem pójdziem, krew wroga wypijem,
		Ciało jego rozrąbiem toporem:
		Ręce, nogi goździami przybijem,
		By nie powstał i nie był upiorem.

		Z duszą jego do piekła iść musim,
		Wszyscy razem na duszy usiędziem,
		Póki z niej nieśmiertelność wydusim,
		Póki ona czuć będzie, gryźć będziem.
		Tak! zemsta, zemsta, etc. etc.

KS. LWOWICZ

		Konradzie, stój, dla Boga, to jest pieśń pogańska.

KAPRAL

		Jak on okropnie patrzy, – to jest pieśń szatańska.



przestają śpiewać


KONRAD



z towarzyszeniem fletu


		Wznoszę się! lecę! tam, na szczyt opoki —
		Już nad plemieniem człowieczem,
		Między proroki.
		Stąd ja przyszłości brudne obłoki
		Rozcinam moją źrenicą jak mieczem;
		Rękami jak wichrami mgły jej rozdzieram —
		Już widno – jasno – z góry na ludy spozieram —
		Tam księga sybilińska[34 - księga sybillińska – wg legendy zawierała przepowiednie wieszczki Sybilli. [przypis edytorski]] przyszłych losów świata —
		Tam, na dole!
		Patrz, patrz, przyszłe wypadki i następne lata,
		Jak drobne ptaki, gdy orła postrzegą,
		Mnie, orła na niebie!
		Patrz, jak do ziemi przypadają, biegą,
		Jak się stado w piasek grzebie —
		Za nimi, hej, za nimi oczy me sokole,
		Oczy błyskawice,
		Za nimi szpony moje! – dostrzegę je, schwycę.

		Cóż to? jaki ptak powstał i roztacza pióra,
		Zasłania wszystkich, okiem mię wyzywa;
		Skrzydła ma czarne jak burzliwa chmura,
		A szerokie i długie na kształt tęczy łuku.
		I niebo całe zakrywa —

		To kruk olbrzymi – ktoś ty? – ktoś ty, kruku?
		Ktoś ty? – jam orzeł! – patrzy kruk – myśl moję plącze!




Конец ознакомительного фрагмента.


Текст предоставлен ООО «ЛитРес».

Прочитайте эту книгу целиком, купив полную легальную версию (https://www.litres.ru/adam-mickevich/dziady-czesc-iii/) на ЛитРес.

Безопасно оплатить книгу можно банковской картой Visa, MasterCard, Maestro, со счета мобильного телефона, с платежного терминала, в салоне МТС или Связной, через PayPal, WebMoney, Яндекс.Деньги, QIWI Кошелек, бонусными картами или другим удобным Вам способом.



notes



1


Jan Sobolewski – rodem z Białegostoku, po ukończeniu Uniwersytetu Wileńskiego był nauczycielem w Krożach na Żmudzi. Wyrokiem carskim wcielony w r. 1824 do korpusu inżynierów, w jesieni 1829 r. zmarł w Archangielsku. [przypis redakcyjny]




2


Cyprian Daszkiewicz – rodem z Podlasia (ur. 1803), uczeń szkół białostockich i Uniwersytetu Wileńskiego, prawnik i historyk, należał do filaretów: skazany na zesłanie do Rosji, przebywał od r. 1826 w Moskwie; tam zaprzyjaźnił się blisko z Mickiewiczem. Zmarł w Moskwie w grudniu 1829 r. [przypis redakcyjny]




3


Feliks Kołakowski – rodem z Mozyrza, studiował filologię w Uniwersytecie Wileńskim, należał do filaretów, a zdaje się, i do filomatów. Obdarzony talentem poetyckim i lubiany przez kolegów. Zesłany do Rosji, oddał się studiom orientalistycznym w Kazaniu; zmarł w Petersburgu 1831 r. [przypis redakcyjny]




4


mina – kopalnia. [przypis edytorski]




5


jednemu tylko – mianowicie samemu Mickiewiczowi. [przypis redakcyjny]




6


Obacz dzieło Leonarda Chodźki: Tableau de la Pologne ancienne et moderne. Małe pisemko drukowane w czasie rewolucji w Warszawie pod tytułem Nowosilcow w Wilnie, tudzież biografia Tomasza Zana w dykcjonarzach biograficznych i w dziele Józefa Straszewicza Les Polonais et les Polonaises. [przypis autorski]




7


teraz – czyli po upadku powstania listopadowego. [przypis redakcyjny]




8


Duchy nocne… Duch z lewej strony – duchy złe, szatańskie. [przypis redakcyjny]




9


minstrel – wędrowny śpiewak. [przypis edytorski]




10


Ty, co bliźnich katujesz – więzień ma na myśli swego prześladowcę, Senatora. [przypis redakcyjny]




11


Ja śpiewak – więzień jest poetą. W tym i w wielu innych miejscach widzimy, że Mickiewicz użycza bohaterowi Dziadów rysów swej własnej osobowości. [przypis redakcyjny]




12


D. O. M. – napis łaciński: Deo Optimo Maximo (w skrócie, jak na nagrobkach) – «Bogu Najlepszemu, Największemu. Gustaw zmarł 1823 1 listopada. – Tu narodził się Konrad 1823 1 listopada». – Gustaw, zrozpaczony kochanek z cz. IV, przeistacza się w więzieniu w Konrada, bojownika sprawy narodowej. [przypis redakcyjny]




13


Osobom występującym w sc. I nadał poeta rysy biograficzne, a częściowo nawet imiona lub nazwiska swych kolegów, towarzyszy więzienia. [przypis redakcyjny]




14


runt – nocna inspekcja wart. [przypis redakcyjny]




15


nowicjat – okres przygotowania do życia zakonnego. [przypis edytorski]




16


merynosy – rasa owiec. [przypis edytorski]




17


Myśląc, że już zajeżdża feldjeger ze dzwonkiem. Feldjegry, czyli strzelcy polni cesarscy, są rodzajem żandarmów: polują szczególnie na osoby rządowi podejrzane, jeżdżą pospolicie w kibitkach, to jest wózkach drewnianych bez resorów i żelaza, wąskich, płaskich i z przodu wyższych niż z tyłu. Byron wspomina o tych wozach w swoim Don Juanie. Feldjeger przybywa pospolicie w nocy, porywa podejrzaną osobę, nie mówiąc nigdy, gdzie ją powiezie. Kibitka opatrzona jest dzwonkiem pocztowym. Kto nie był w Litwie, z trudnością wystawi sobie przestrach, jaki panuje w każdym domie, u którego wrót odezwie się dzwonek pocztowy. [przypis autorski]




18


chiromanta – osoba potrafiąca wróżyć z linii papilarnych dłoni. [przypis edytorski]




19


infant (z fr.) – dziecko; najczęściej w ten sposób określano dziecko królewskie, następcę tronu, dlatego też słowo to użyte na określenie mającego się narodzić potomka jednego z więźniów, nadaje całej wypowiedzi charakter ironiczny. [przypis edytorski]




20


koza – więzienie. [przypis edytorski]




21


Pytał raz Litwin, nie wiem, diabła czy Pińczuka. Nazywa lud w Litwie Pińczukami obywateli błotnistych okolic Pińska. [przypis autorski]




22


Tylko łyknie powietrza i wnet się podchmieli. Więźniowie, którzy długo byli w zamknięciu, wychodząc na świeże powietrze doświadczają pewnego rodzaju upojenia. [przypis autorski]




23


dońcom – chodzi o kozaków zw. dońskimi (tereny ich osiedlenia w Imperium Rosyjskim leżały nad Donem na Ukrainie), którzy tworzyli doborową kawalerię wojska ros. [przypis edytorski]




24


caru – gwarowa (z ros.) forma wołacza: carze. [przypis redakcyjny]




25


W Litwie zły to znak płakać we dniu inkrutowin. Nazywają inkrutowinami uroczystość, którą gospodarz obchodzi, wnosząc się do nowego mieszkania. [przypis autorski]




26


niewidomy – niewidoczny. [przypis redakcyjny]




27


bajkę Goreckiego – poniżej Żegota przytacza treść bajki Diabeł i zboże Antoniego Goreckiego (1787–1861), poety i bajkopisarza, uczestnika kampanii napoleońskich, a następnie powstania listopadowego; z Mickiewiczem zaprzyjaźnił się już na emigracji, później jeszcze połączyły ich również więzy rodzinne (syn Goreckiego, Tadeusz, poślubił Marię Mickiewiczównę). [przypis edytorski]




28


z północą – z zasadami, którymi kieruje się mocarstwo północne, carat rosyjski. [przypis redakcyjny]




29


patent sodalisa – dokument członkowstwa w sodalicji mariańskiej (por. łac. sodalicium, towarzystwo, bractwo, związek), tj. bractwa, którego członkowie oddają szczególną cześć Najświętszej Marii Pannie (pierwsze takie związki zaczęły powstawać w XVI w.). [przypis edytorski]




30


Vivat Polonus, unus defensor Mariae (łac.) – Niech żyje Polak, jedyny obrońca Marii – przygoda, jak się zdaje, oparta o wydarzenie rzeczywiste. Opowiedział je uczestnik tamtych walk Adam Amilkar Kosiński pod tym właśnie łacińskim tytułem w jednym ze swych Opowiadań żołnierskich (Lipsk 1845). [przypis redakcyjny]




31


mina – (z franc.) kopalnia. [przypis redakcyjny]




32


Paleń – hr. Piotr Pahlen (1746–1826) minister rosyjski, organizator spisku, który doprowadził do zamordowania cara Pawła I (1801). [przypis redakcyjny]




33


szarfa dla cara – szarfą, stanowiącą dekorację munduru carskiego, udusili spiskowcy cara Pawła. [przypis redakcyjny]




34


księga sybillińska – wg legendy zawierała przepowiednie wieszczki Sybilli. [przypis edytorski]


