W małym dworku Stanisław Witkiewicz Dramat z 1921 roku, który na scenie został wystawiony dwa lata później. Utwór jest krytyką konwencji realistycznej w sztuce. Powstał w odpowiedzi na dzieło Tadeusza Rittnera pt. W małym domku.Akcja rozgrywa się w Kozłowicach, gdzie mieszka rodzina Nibek czyli Dyapanazy wraz z dwoma córkami. Po niedawnym pogrzebie Pani Nibek, jej córki postanawiają wywołać ducha swojej zmarłej matki. Pojawia się widmo matki, Anastazji Nibek, która rozmawia z domownikami o swojej śmierci, a nawet je z nimi śniadanie. Czy wywołanie ducha zmarłej Anastazji było dobrym pomysłem? Jej bliscy nie spodziewają się, że wkrótce poznają odpowiedź. Stanisław Ignacy Witkiewicz W małym dworku Motto: „A teraz idę do czuciowej, do przepotężnej machiny mego rozumu.”     Tytus Czyżewski Elektryczne wizje     Poświęcone matce OSOBY: Ojciec – DYAPANAZY NIBEK, dzierżawca małego mająteczku w Sandomierskiem. Lat 50. Ubrany tabaczkowo z czarną, żałobną przepaską. Brunet, silnie siwawy. Broda ogolona. Wąsy. Jego córki – ZOSIA i AMELKA NIBEKÓWNY. ZOSIA – 12 lat, blondynka. AMELKA – 13 lat, brunetka. Ubrane różowo, z bladobłękitnymi szarfami i kokardami we włosach. Kuzyn – JĘZORY PASIUKOWSKI. Poeta, lat 28. Brunet. Ogolony. Ubrany czarno. Jego i NIBKÓW kuzynka – ANETA WASIEWICZÓWNA. Lat 26. Nauczycielka muzyki. Ładna. Kasztanowate włosy. Widmo matki – ANASTAZJI NIBEK, z domu Wasiewicz. Lat 30. Bardzo ładna blondynka o ciemnych oczach. Ubrana biało, powłóczyście, z wiankiem rumianków na głowie. Mówi uroczyście (chyba że zmiana tonu jest specjalnie wyszczególniona). Chodzi krokiem posuwistym. Dwóch oficjalistów – faceci około lat 35. a) IGNACY KOZDROŃ – brunet ogolony. W pierwszym akcie ubrany tabaczkowo, w drugim biało-żółto, w trzecim tabaczkowo. Długie buty. b) JÓZEF MASZEJKO – blondyn z bródką. W pierwszym akcie ubrany szaro, jak do konnej jazdy. W drugim i trzecim – żółty nankin i długie buty. Kucharka – URSZULA STECHŁO. Lat 45. Ubrana w szarą bluzkę i spódnicę. Na głowie czerwona chustka. Gruba. Chłopiec kuchenny – MARCELI STĘPOREK. Lat 15. Rzecz dzieje się w Kozłówkach, w powiecie sandomierskim. AKT PIERWSZY Mały salonik w dworku Nibków. Zapada szary mrok. Dwa okna wprost. Na prawo i na lewo drzwi. Bielone ściany zawieszone dywanami. Między oknami garnitur mebli czerwonych, dość wytartych. Na lewo mały, trójnożny stolik. SCENA PIERWSZA Na kanapie pod oknami siedzi Dyapanazy Nibek, paląc fajkę. Przy nim na lewo na fotelu Aneta w kapeluszu, ubrana w szary kostium. Torebka w ręku. ANETA No – wuju. Opowiedz, jak to było. NIBEK wesoło A więc po prostu zrobimy normalną ekspozycję. Uważajmy to wszystko za dramat, za początek dramatu. (pyka z fajki) Świetny tytoń. A więc, po prostu, było to tak: moja żona, a twoja ciotka, Anastazja, umarła. (zrywa się i wytrząsa popiół z fajki o but) I na tym koniec! Rozumiesz? I nigdy żebyś nie śmiała więcej o to pytać. (stuka fajką o stół i wylatuje na lewo. Słychać jego krzyki) Zosia! Amelka! A tej chwili do salonu bawić starszą kuzynkę! ANETA siedzi zamyślona. Pauza. SCENA DRUGA Z lewej strony wchodzą, jakby się wślizgują: Zosia i Amelka. Podchodzą do Anety. Amelka uderza ją w ramię. ANETA podskakuje przerażona i zaraz obejmuje Amelkę prawą ręką. Zosia przebiega na prawo i Aneta obejmuje ją lewą ręką. Przyjechałam zastąpić wam matkę, (z patosem) biedną waszą mamę, a moją ciocię. Będę was uczyć gry na fortepianie, o ile nie pójdziecie znowu do klasztoru. Tylko co skończyłam konserwatorium z medalem. AMELKA To nam wszystko jedno, czy z medalem, czy bez. A mamy nikt nam nie potrzebuje zastępować, bo my tak jej nie żałujemy, a zupełnie inaczej. ANETA z czułością Jakże to żałujecie jej? Powiedzcie. AMELKA śmiejąc się z zakłopotaniem To niech już Zosia powie, bo ja nie umiem tego wyrazić. ZOSIA odważnie Ja w ten dzień, kiedy pochowali mamę na cmentarzu, zakopałam do grobu wszystkie moje lalki – o tam, w ogrodzie (pokazuje okna). Ona (wskazuje na Amelkę) już od roku nie bawi się lalkami. Ma już trzynaście lat. A mama to była moja największa lalka. Tatuś z nią się też bawił jak z lalką – to była nasza wspólna lalka. Mama mówiła, że u nas w rodzinie wszystkie panienki w dwunastym roku przestają się bawić lalkami. Ja skończyłam dwanaście lat i mama umarła. Mamę zakopali grabarze, a ja zakopałam lalki. Więcej niech pani nie pyta, bo nie powiem. AMELKA Tak, to prawda – to jest u nas dziedziczne. ANETA A czemu nie nosicie żałoby? Czemu jesteście jasno ubrane? ZOSIA Bo mama tak chciała. Zawsze to mówiła. Już od roku. ANETA wstając Już wiem, raczej domyślam się wszystkiego. Zostańcie tu same. Potem, jak się ściemni, opowiem wam bardzo dziwne rzeczy. Teraz muszę iść. Wychodzi na lewo. SCENA TRZECIA Dziewczynki siadają. Amelka na kanapie, Zosia na fotelu na lewo. AMELKA Jaka ona głupia. Hi, hi! Ona myśli, że ona nam coś dziwnego opowie. Widzę przed sobą czerwone oczy – tam, za piecem. Jakiś potwór przesuwa się tuż koło mnie. Siada ci na kolanach, Zosia. Nie boję się nic. ZOSIA Ani ja także. Wiesz co? Zabawmy się w seans. Niepostrzeżony staje we drzwiach na prawo Kuzyn, Jęzory Pasiukowski, i przypatruje się tej scenie. SCENA CZWARTA Ciż sami plus Jęzory. AMELKA Dobrze (wstaje i bierze stolik, ustawia go między kanapą, stołem i fotelem, na którym siedzi Zosia) Tylko bądź cierpliwa. Ściemnia się coraz więcej. ZOSIA Dobrze – tylko nie zacznij bać się za wcześnie. AMELKA Nieprawda. Nie boję się niczego. KUZYN posuwając się cicho na środek pokoju Tylko mnie się boisz, Amelio. AMELKA drgnęła, ale się opanowuje I ciebie też się nie boję, mój Jeziu. ZOSIA do Kuzyna Siadaj z nami do seansu. KUZYN Dobrze, ale pod warunkiem, że będziecie mi potem pomagać w wytrzymaniu tego wieczoru. Nie pójdziecie dziś spać tak wcześnie. Jestem szalenie opuszczony, a nie mam pieniędzy, żeby wyjechać. AMELKA Dobrze, dobrze. Siadaj. Kuzyn siada na fotelu tyłem do widowni, odsuwając stół trochę na prawo. Pauza. Stolik zaczyna się ruszać. SCENA PIĄTA Cicho, bez szelestu wchodzi lewymi drzwiami Widmo Matki i przechodzi milcząc na prawo. Stolik skacze parę razy i zatrzymuje się. AMELKA O! Mama już przyszła. Nikt się nie rusza. Widmo siada na kanapie po lewej ręce Amelki i siedzi sztywne. KUZYN Znam jaskinie, w których się ryje – ani wzdłuż, ani wszerz, ani wprost, ani w poprzek, tylko w samą Prawdę – malutki otworek, przez który Bóg usiłuje podać rękę człowiekowi. WIDMO głosem uroczystym Masz rację. Jęzory, mój kuzynie. Ale czemu On usiłuje tylko, czemu tego nie wykona? ZOSIA Nie pytaj o takie rzeczy, mamo. To grzech. AMELKA Cicho, Zosia. Daj mówić mamie, co zechce. WIDMO Umarłam z własnej woli. Nie zabiłam się ani nikt mnie nie zabił. Chciałam umrzeć i umarłam. Zrobił mi się rak w wątrobie. O tym nikt z was nie wiedział, bo ukrywałam starannie moje boleści. ZOSIA A tak bawiłaś się z nami i z tatusiem! WIDMO W okropnych żyłam męczarniach. KUZYN A mnie się zdaje, że to wcale nie jest duch. Kuzynka żyje, ale jest zahipnotyzowana. WIDMO Nie mogę w przedmiocie tym nic powiedzieć. Nie mam swojego zdania. Zamyka oczy. ZOSIA Mama śpi. Patrz, Amelka. KUZYN wstaje, podchodzi do Widma i bierze je za rękę To jest bardzo niezwykły wypadek. A jednak ona jest widmem i tylko widmem. Ta ręka nie ma ciężaru. A może mi się to tylko wydaje. (odchodzi od niej) Czuję, że będę dziś strasznie samotny o dziesiątej. (do dziewczynek) Na miłosierdzie boskie nie opuszczajcie mnie dzisiaj. ZOSIA Przyjechała starsza kuzynka. Ona zabawi cię po dziesiątej. O tej porze musimy już spać. KUZYN Jaka kuzynka? Czy nie mała Aneta, z którą bawiłem się w dzieciństwie? WIDMO nie otwierając oczu Ona sama. Zobaczysz, co za okropne rzeczy stąd wynikną. Tak się cieszę, tak się cieszę. KUZYN niecierpliwie chodząc po pokoju Nie ma żadnych okropnych rzeczy. Znam wojnę, rewolucję, śmierć ukochanych osób i tortury. To wszystko jest głupstwo. Okropną rzeczą jest tylko nuda i to, jeśli żaden wiersz do głowy nie przychodzi i jeśli przy tym chce się coś pisać, coś, o czym się jeszcze nie ma pojęcia – tak jak mnie teraz. A! To jest prawdziwa męka. WIDMO otwierając oczy z drgnieniem całego ciała Najgorszą rzeczą jest ból fizyczny, a szczególnie rak w wątrobie. Ale nie jestem poetką. Nie znam tych waszych męczarni. AMELKA Jaki on jest głupi, ten Jezio. Hi, hi! Nic już się go nie boję. Jak jest mama, nie boję się nikogo. SCENA SZÓSTA Wchodzi z prawej strony Kucharka z zapaloną lampą z zielonym abażurem i stawia ją na stole. KUCHARKA A co? Nie wytrzymała pani na tamtym świecie i przyszła pani do nas? WIDMO Tak. Teraz nie przeszkadzajcie nam, Urszulo. Do kuchni przyjdę później. Kucharka wychodzi. SCENA SIÓDMA Wchodzi z lewej strony Dyapanazy Nibek, trzymając pod rękę Anetę. NIBEK wskazując na Kuzyna Rozumiesz? On był kochankiem Anastazji. Za to ją zabiłem. WIDMO nie wstając Nieprawda. Kochankiem moim był Kozdroń, a umarłam sama, na raka w wątrobie. NIBEK z rozpaczą Wiecznie te same kłamstwa! Nawet za grobem kłamie ta nieszczęśnica. WIDMO po raz pierwszy porusza się i traci sztywność Ha! ha! ha! ha! ha! KUZYN do Widma Nie śmiej się tak, kuzynko. Może wuj Dyapanazy ma słuszność. Ja nie ręczę za nic. AMELKA nie wstając Wstydź się. Jeziu. ZOSIA nie wstając Nie kłam tak. WIDMO Ha! ha! Dziękuję wam, córeczki, żeście mnie wzięły w obronę. Nigdy nie kochałam Jezia. KUZYN do Widma A pamiętasz wtedy na wiosnę, tego roku? Pamiętasz naszą rozmowę w ogrodzie? Ja ci wszystko przypomnę. Była piąta po południu. Kwitnął bez. Czytałem ci wtedy ten wiersz. (deklamuje) Bezkrwista twarz przezroczysta. Śmiertelna maska uroczysta. Płoną gromnice grobowe. Ktoś mówi nudną mowę. Chwil straconych rozpacz głucha. Pustka w domu czeka ducha. Strachem męczy, wyrzutami. Czemu w życiu zawsze sami? A po śmierci połączeni! Już się nigdy to nie zmieni. Straszliwe trupa milczenie I wyrzutów potwierdzenie. Myśl szalone daje skoki, W zaświaty zaczyna wierzyć: Nieodwracalne wyroki Własną niemocą mierzyć…[1 - Pisane w r. 1911. [przypis autorski]] SCENA ÓSMA Wchodzi Kucharka. KUCHARKA Panie Nibek, pan Kozdroń prosi pana do kancelarii. NIBEK Prosić tutaj. Właśnie miałem posłać po niego. Kucharka wychodzi. SCENA DZIEWIĄTA Ciż minus Kucharka. WIDMO Tak. Pamiętam ten wiersz. Na tym się wszystko skończyło. Mogło być coś – temu nie przeczę – ale nic nie było. NIBEK z zachwytem Śliczny wiersz. Prześliczny. Ale nie skończyło się na tym. Ja wiem. KUZYN z wściekłością Nie na tym! Nie na tym! Wszystko się od tego zaczęło: moje szczęście i moja nieludzka męczarnia. Męczyłem się strasznie, ale pisałem wiersze jak maszyna. Od czasu twojej śmierci – nic. Ani w ząb. Jakby mi ktoś wszystko z głowy wymiótł. Pada na krzesło na prawo. SCENA DZIESIĄTA Silne pukanie we drzwi na prawo. Nie czekając upoważnienia wchodzi Kozdroń. Długie buty, szpicruta. Pewnym krokiem podchodzi do Nibka, który stoi z Anetą na lewo. Mówi głośno. KOZDROŃ nie widząc Widma Dobry wieczór państwu. (ściska rękę Nibka) Ceny na zboże idą w górę. Dobra nasza. (spostrzega się) Ale – proszę mnie przedstawić. NIBEK Moja kuzynka – Wasiewiczówna. Pan Kozdroń – moja prawa ręka! WIDMO I lewa figura na ołtarzyku, na którym stałam ja. KUZYN zrywając się Nieprawda! Nieprawda! Kozdroń obraca się i spostrzega Widmo do połowy oświetlone silnie, a od góry tonące w zielonym półmroku abażuru. Stoi jak martwy tyłem do widowni, nie mogąc słowa przemówić. WIDMO wstając, uroczyście Nie wyprzesz się mnie, Ignacy. Byłam i jestem twoja, jakkolwiek… NIBEK Ha! ha! ha! Teraz dopiero się zaczyna. Zobaczymy, kto kogo przesili. KOZDROŃ zwija się nagłe w kłębek, tak jak gdyby go nagle wściekle brzuch zabolał, i pada na kolana tyłem do widowni A! A! A! To nie ja! To straszne! Co to znaczy? Nieboszczka tutaj! A! A! A! Ja umrę! Zakrywa oczy rękami i klęczy. NIBEK Ha! ha! On się ciebie wypiera, Anastazjo! KOZDROŃ klęcząc i nie odkrywając oczu Ja się boję! Weźcie ją! Ona nie żyje. Ja nie otworzę oczu. Ja nie chcę widzieć. Kto jesteście wszyscy? O Boże, Boże! Ja nie otworzę oczu! Och! Bodajbym oślepnął! Pochyla się i podnosi z zakrytymi oczami, tak jak gdyby bił pokłony. WIDMO Zawsze był tchórzem i takim go kochałam. Stoi na miejscu. KUZYN Kochałaś tylko mnie, Anastazjo! Ja nigdy już nic nie napiszę. SCENA JEDENASTA Wchodzi Kucharka. KUCHARKA Panie Nibek, pan Maszejko prosi pana zaraz do kancelarii. Mówi, że wszystkie suki zborsuczyły się dziś o szóstej na folwarku. NIBEK Prosić tutaj. SCENA DWUNASTA Kucharka wychodzi. We drzwiach rozbija się o nią wpadający Maszejko. MASZEJKO Panie Nibek, wszystkie suki zborsuczyły mi się w Powierzyńciu. Jestem w rozpaczy. Co robić? NIBEK Odborsuczymy je, panie Maszejko. Pan jest dzielny człowiek. Niech pan się uspokoi. KUZYN spokojnie Mógłby mnie wuj przedstawić tej pani. Zdaje się, że jesteśmy spowinowaceni. NIBEK Pan Jęzory Pasiukowski – poeta i mój siostrzeniec. Panna Aneta Wasiewicz. Kuzyn bierze za rękę Anetę i badawczo patrzy jej w oczy. Maszejko, który oglądnął się na dźwięk głosu Kuzyna i spostrzegł Widmo, podbiega do Widma z wyraźną uniżonością. Kozdroń zastygł nieruchomy z zakrytymi oczami. MASZEJKO do Widma A! Co widzę! Pani dobrodzika. Dobry wieczór, wieczór dobry. Jakże zdróweczko? WIDMO gestem królowej daje mu rękę do pocałowania Dobry wieczór, panie Maszejko. Dziękuję ci: mam się dobrze, tylko jestem widmem. Maszejko całuje ją w rękę z uszanowaniem. Widmo przechodzi na lewo wyniosłym krokiem typowego widma. Maszejko za nim w lansadach. NIBEK wskazując na Kozdronia Patrz pan – co wyrabia tu ten idiota. WIDMO stoi obok Kuzyna i Anety po lewej stronie Takim go kochałam i takim go kocham. MASZEJKO Pani dobrodzika żartuje chyba. Widzę, że wszyscy są w świetnych humorach. (zaciera ręce) Ale to zwykły atak epilepsji – to nic. WIDMO do Maszejki Zaiste, w świetnych jesteśmy humorach. Nieprawda, Dyapanazy? Sameś mi pan ułatwiał z nim schadzki, panie Maszejko. Maszejko miesza się. KOZDROŃ Nie mów – zwariuję. Już uwierzyłem, że jej nie ma. Nic nie chcę wiedzieć i słyszeć. Zatyka uszy „kciukami”, a oczy resztą palców. WIDMO Słyszycie? Mówi mi: „ty”. To jest dowód. NIBEK Panie Maszejko. Moja żona i pan jesteście najsilniejszymi ludźmi we dworze. Bierzcie go we dwoje i odnieście do kancelarii. Może przyjdzie do siebie. KUZYN Ja nie pozwolę, żeby ona dotknęła tej ohydy. Ja sam! WIDMO Ani się waż, kuzynie. Polecam twojej opiece tę dziewicę. (wskazuje na Anetę) Bierz go, panie Maszejko! Biorą Kozdronia: ona za nogi, on za głowę, rozprostowują go z trudem, niosą na prawo i wychodzą. SCENA TRZYNASTA Ciż sami bez Widma, Maszejki i Kozdronia. KUZYN Co za bezprawie!! ANETA Ależ, kuzynie, uspokój się. Taka jest wola zmarłej. NIBEK Tak – wola mojej nieboszczki żony jest i będzie święta w tym domu. W jedno tylko nie uwierzę, że miała romans z Kozdroniem. KUZYN obejmuje go Dziękuję ci, wuju. Nigdy ci tego nie zapomnę. SCENA CZTERNASTA Wchodzi uroczystym krokiem Widmo z lewej strony. NIBEK z przestrachem Jakeś tu weszła? Kędy? WIDMO uroczyście Przez korytarz od spiżarni i przez nasz sypialny pokój, Dyapanazy. NIBEK z przerażeniem Jak to? Przez zamknięte drzwi? WIDMO A cóż w tym dziwnego? Chciałam pożegnać się z dziećmi. NIBEK A! To niesłychane! Wylatuje na lewo. AMELKA wstając Nie chciałyśmy ci tego przypominać, mamo, żeś się z nami nie pożegnała. ZOSIA wstając Ja taka byłam zmartwiona. Myślałam, żeś o nas całkiem zapomniała. WIDMO podchodzi do nich i całuje je w głowy, podczas gdy one całują ją w rękę Jakże mogłyście tak myśleć? AMELKA Zostań na kolację, mamo. Pan Kozdroń tak się zabawnie ciebie boi. ZOSIA Zostań, mamo. Będziemy się tak cudownie bawić. WIDMO Nie, dzieci. Jestem zmęczona. Na zabawę przyjdę do was jutro rano. Teraz idę do kuchni. Całuje je jeszcze raz. Kuzyn, który trzymał dotąd Anetę za rękę, ciągnie ją na prawo do lampy. KUZYN Chodź, muszę ci się przypatrzyć, kuzynko. ANETA Ależ dobrze – patrz, ile chcesz, mój piękny kuzynie. WIDMO Tak, przypatrz się jej dobrze, Jęzory. Strzeż jej i kochaj ją bez granic. Może ona wróci ci jeszcze natchnienie. Przechodzi uroczyście na prawo i znika we drzwiach. SCENA PIĘTNASTA Dziewczynki przeciągają się i ziewają. Z lewej strony wpada Nibek. NIBEK A, to nie do uwierzenia! Przeszła przez zamknięte drzwi. Cóż wy na to, dzieci? AMELKA My nic. Trochę jesteśmy zmęczone. Nibek gładzi je po włosach. Wchodzi Kucharka. KUCHARKA Kolacja podana. Wychodzi. SCENA SZESNASTA ANETA Ach – nareszcie! Nikt nie pomyślał w tym domu, że jestem z podróży. Nikt nie dał mi nawet szklanki herbaty. NIBEK rzucając się do niej Ach, kuzynko! Przepraszam cię. Zaraz najemy się jak borsuki. Bierze ją pod rękę i prowadzi ku drzwiom na prawo. Wychodzą. AMELKA przechodząc do Kuzyna na prawo Ale dziś nie będziesz nas męczył? Jesteśmy takie zmęczone. Zabawisz się dziś z Anetą? KUZYN obłędnie Nie wiem jeszcze nic. Nic nie mogę powiedzieć. Jeśli dziś nie napiszę wiersza – wścieknę się. ZOSIA Конец ознакомительного фрагмента. Текст предоставлен ООО «ЛитРес». Прочитайте эту книгу целиком, купив полную легальную версию (https://www.litres.ru/pages/biblio_book/?art=23552834) на ЛитРес. Безопасно оплатить книгу можно банковской картой Visa, MasterCard, Maestro, со счета мобильного телефона, с платежного терминала, в салоне МТС или Связной, через PayPal, WebMoney, Яндекс.Деньги, QIWI Кошелек, бонусными картами или другим удобным Вам способом. notes 1 Pisane w r. 1911. [przypis autorski]