Dziadek Mrznie istnieje
Aleksander Karniszyn


Tlumaczenie na jezyk polski wspanialej powiesci Dziadek Mrznie istnieje. Ibajeknie ma. Ale czasami cuda sie zdarzaja, iwtedy moze zdarzyc sie wszystko.





Dziadek Mrznie istnieje

Aleksander Karniszyn



Aleksander Karniszyn,2016



Tlumaczenie Dorota Pacynska



     Ridero


Kazdy dzien Marka zaczynal sie osidmej. Tak jak zawsze iuwszystkich. Od dziecinstwa do starosci wszyscy wstawali rwno osidmej rano. Aspac kladli sie zawsze odziesiatej wieczorem. Taki juz byl ustalony porzadek dnia. Kiedy tylko konczyly sie oba programy wtelewizji, kulturalny isportowy, pojawiala sie prognoza pogody na jutro irozbrzmiewal hymn. Ipo hymnie wszyscy sie kladli. Mozna bylo zobaczyc, jak jednoczesnie, pstryk-pstryk-pstryk, zaczynaja niknac wciemnosciach stojace dokola nowe wiezowce. Dom Marka tez niedlugo zostanie zburzony. Wedlug grafiku, ktry wisial juz pl roku obok okienka portiera, przesiedlac ich beda wtygodniu przed Nowym Rokiem.

Nie, dom byl jeszcze wzupelnym porzadku, przytulny icieply, bez dwch zdan. Ale grafik. Nowoczesnosc powinna byc wprowadzana scisle wedlug zatwierdzonego grafiku. Todaje zajecie budowlancom izapewnia zamwienia rznym fabrykom elementw budowlanych. Inzynierom ipracownikom biurowym tez. Itym, ktrzy ich karmia. Wszystkim, wszystkim iwe wszystkim.

Tydzien przed przeprowadzka podadza im nowy adres. Pewnie trzeba bedzie zaczac szukac nowej szkoly dla syna, blizej mieszkania. Amoze ipracy dla siebie. Perspektywa zbyt dlugiej drogi do pracynie wygladala zachecajaco. Limit. Aza przekroczenie limitu odbierali bonusy.

Bonusy odbierali jeszcze, jesli ktos pracowalnie tam, gdzie go skierowano. Miejsce zatrudnienia okreslano wkwartalnym zarzadzeniu. Oni mieli wszystkie aktualne dane na temat zapotrzebowania imozliwosci wbiezacym okresie. Ijesli pracowales winnym miejscu niz wskazane na skierowaniu, totakze mogles stracic bonusy.

Moze wiecnie bedzie trzeba niczego szukac. Wszystko juz zostanie postanowione urzedowo.

Mark jechal do pracy cieplym przestronnym autobusem imyslal, ze wtym miesiacu musi koniecznie zajsc do szkoly syna. Inaczej doczeka sie wizyty szkolnego psychologa wdomu iznw bedzie musial odbyc dluga, ciezka rozmowe, awkarcie obywatela postawia mu juz drugie upomnienie. Rodzice byli zobowiazani interesowac sie dziecmi do osiagniecia przeznie pelnoletnosci, tojest do dwudziestu czterech lat, tak ze jeszcze ina uczelnie przyjdzie sie fatygowac.

Wpracy caly dzien drukowal otrzymane pisma iinstrukcje, potem segregowal je tematycznie, potem zanosil do kierownika dzialu, ktry jeszcze raz wszystko sprawdzal. Kierownik czasem przekladal ten czy tamten dokument do innej teczki, patrzac przy tym karcaco na Marka. Mark wzdychal ze skrucha moja wina, rozkladal rece, spuszczal glowe. No, no mwil kierownik dzialu. Jesli brat twj zawini, upomnij go; ijesli zaluje, przebacz mu. Ioddawal teczki zpowrotem. Potem Mark obchodzil wszystkich kolegw, siedzacych wwielkiej wsplnej sali, irozdawal im dokumenty, zgodnie zzakresem obowiazkw.

Itak dzien wdzien.

Nie uwazal, zeby jego praca nalezala do tak znw lekkich iprostych. Gdyby tak bylo, toczy daliby mu tomieszkanie? Italony na jedzenie? Ibonusy urlop?

Mark mieszkal zsynem wstandardowym dwupokojowym lokalu. Zona zcrka zyly wtakim samym mieszkaniu na drugim koncu miasta iraz wtygodniu przyjezdzaly wgosci; czasami zostawaly na noc. Marek tez raz wtygodni jezdzil do nich. Te dni zostaly wczesniej zaznaczone wgrafiku, idodatkowo wkomputerze.

Nie nalezalo zapominac otych wizytach. Po pierwsze, oznaczalo toutrate bonusa, po drugie, innych terminw dla tych spotkan wrocznych grafikach itaknie bylo.

Kazdy pelnoletni obywatel otrzymywal swj roczny grafik trzydziestego pierwszego grudnia, po ktrym nastepowal swiateczny dzien pierwszego stycznia, przeznaczony na zapoznanie sie zplanem, adrugiego stycznia znw zaczynalo sie zwyczajne, sformatowane, rozplanowane zgry na rok, zycie. Oczywiscie, jeslinie trafil sie dodatkowy wolny dzien.

Mark pamietal, jak tokiedys pierwszy stycznia wypadl wpiatek iwgrafiku uczciwie napisano, ze do pracy mozna przyjsc dopiero czwartego. Ale taka okazja zdarzala sie rzadko.

Dzien pracy zawsze konczyl sie rwno opietnastej zero zero.

Mark jechal do domu krcej niz pl godziny. Po otwarciu drzwi mieszkania, juz od progu, glosno mwil:

Witaj, synu. Wrcilem!

Witaj, tato odpowiadal, wychodzac ze swojego pokoju, Jewgienij Markowicz, jego syn, ktry wtym roku skonczyl cale dziesieclat.

Ico tam zlego? tradycyjnie, zchytrym usmiechem, pytal Mark.

Glowa bajdura zapamietuje wszystko, co uslyszy odpowiadal syn. Wszystko wporzadku, dwjek brak!

Mark rozbieral sie, myl rece isiadal do sprawdzania lekcji czterdziesci minut, wedlug grafiku. Komentowal, kazal co nieco poprawic lub powtrzyc kolejne dwadziescia minut.

Nastepnie, wedlug planu, nadchodzil czas wsplnego odrabiania pracy domowej. Tego, co do tej porynie zostalo zrobione. Ajesli zrobione zostalo, plan itak musial byc wypelniony.

Ichociaz Zenka mgl skonczyc wszystko do jego powrotu, tozawsze znalazlo sie cos, co mozna bylo robic tak jakby razem. Syn ponownie siadal za biurkiem, aMark rozkladal gazete; lektura prasy tez byla uwzgledniona wgrafiku.

Tato, adlaczego Mrz todziadek? Zenka pochylil glowe na ramie i, wysunawszy koniuszek jezyka, kolorowal noworoczna kartke, prace domowa na poniedzialek.

Nooo przeciagle zaczal ojciec, odkladajac dziennik. No, pewnie dlatego, ze jest bardzo stary. Na starych ludzi zawsze mwia dziadek.

Aczy ty tez jestes dziadek?

Aczy ja jestem taki stary?

Zenka oderwal wzrok od obrazka, spojrzal na ojca.

Noo stary tonie. Sedziwy, pewnie.

Tak wogle tostary. Wkoncuma juz trzydziesci piec lat. Atrzydziesci piec todwa razy tyle, co Zenka. Nawet wiecej, prawie cztery, jesli zaokraglic. Oczywiscie, ze stary. Ale mwic tegonie trzeba, przykro. Stary, toprzykro. Jak jakis termin przydatnosci do spozycia, etykietka stary.

ASniezynka tobabka?

No co ty, Zen? Jaka zniej babka? Sniezynka townuczka Dziadka Mroza! Ona jest jeszcze calkiem mala.

Chcial powiedziec jak ty, ale wpore sie powstrzymal. Oczywiscie, ze Zenka jest jeszcze maly,ma raptem dziesiec lat zkawalkiem. Ale nazywac go taknie wypada, bedzie mu przykro. Wsumienie taki znw maly. Na futrynie zaznaczali olwkiem, jak chlopiec rosnie. O, gdzie byla pierwsza kreska, ateraz to hoho!

Aco toznaczy wnuczka?

Wnuczka tocrka syna albo crka crki tego dziadka.

Crka crki, crka crki! ucieszyl sie Zenka. Chmurka chmurki, chmurka chmurki!

Skonczyles juz? Zostalo piec minut.

Zaraz, jeszcze ciutek! Chlopiec szybko odwrcil sie do biurka izaczal wykanczac obrazek jasnoniebieska akwarelka.

Rwno po pieciu minutach wstali iprzeszli do kuchni.

Przez godzine wsplnie przygotowywali jedzenie. Przy wsplczesnej technice toczasu na te czynnosci az nadto, zreszta mozna bylo tez zamwic cos wKuchni domowej, ale grafik przewidywal wlasnie godzine, zeby dziecko przywykalo do prac kuchennych iprocesu gotowania. Iwogle zalecano, zeby ojciec isyn codziennie spedzali ze soba minimum dwie godziny.

Jadali zazwyczaj wkuchni, przy nieduzym stole wrogu, sluchajac wiadomosci imuzyki nadawanej na Kulturze. Ten tydzien byl tygodniem Bacha.

Podczas jedzenianie rozmawiali. Rozmowy przy posilkachnie zalecano. Po kolacji, kiedy Mark myl naczynia, asyn wycieral stl, Zenka nagle spytal:

Tato, aDziadek Mrz jest naprawde?

Oczywiscie, zenie.

Todlaczego go rysujemy? Ite Sniezynke tez? Crke crki?

Rozumiesz, synu Mark zrecznie zlapal talerz, prbujacy wyslizgnac sie zdloni. Uwaza sie, ze torozwija twoja fantazje. Bajki wszelkie, na przyklad, towymysly. Afantazja jest po prostu nieodzowna, zebysmy mieli swoich wynalazcw iuczonych, ktrzy dokonuja waznych odkryc.

Zenka kiwnal ze zrozumieniem glowa. Jasne, bez wynalazcw iuczonych byloby bardzo zle. Trzeba bedzie, znaczy, nafantazjowac jeszcze co nieco. Topozyteczne. Torozwija.

Wieczorem syn czytal, aMark popatrywal na telewizyjne wiadomosci. Potem razem ogladali stary film. Stare filmy byly dobre iodpowiednie. Tam dobrzy ludzie zbierali sie przeciw wrogom, walczyli, pokonywali trudnosci izawsze zwyciezali.

Za kwadrans dziesiata rozbrzmialy pierwsze takty hymnu. Rano wykonywal go wielki chr, wieczorem grano sama melodie. Mark podspiewywal sobie poszczeglne wersy islowa: osloncu na niebie, ojednosci, iznw oblekitnym niebie, omorzach ioceanach

Spokojnej nocy, tato powiedzial Zenka.

Spokojnej nocy, synu odpowiedzial zusmiechem Mark. Dobrych snw.

Snil mu sie grafik, wktrym bylo duzo swiat iwolnychdni.

AZence snily sie jakies wnuczki ibabki, iDziadki Mrozy, ktrych wgruncie rzeczynie bylo, ale fantazjowac onich, chocby we snie, bylo pozytecznie.



***



Saszka obudzila sie wczesnie. Babcia jeszcze spala za przepierzeniem, slychac bylo tylko zabawne lekkie pochrapywanie. We wsi leniwie poszczekiwaly psy, witajac zblizajacy sie swit.

Hau, donioslo sie skads od dyniowiska. Hau-hau, odpowiedzial basem zdrugiego konca wsi ogromny pies, ochraniajacy ptaszarnie. Saszka zaprzyjaznila sie znim, kiedy tylko go przywiezli. Byl taki wielki, ze mozna bylo polozyc sie mu na grzbiecie, objac za szyje, aon ani drgnal.

Poczekala, az do tej rozmowy nie spij,nie spie wlaczyl sie ich Polkan ktry oznajmil wszystkim, ze on wogle juznie spi, tylko pracuje, ochrania obejscie iSaszke zbabcia izeskoczyla lekko zwysokiego lzka. Ubabci wszystkie lzka byly wysokie, ijak sie wlaczylo swiatlo, topod nimi wcalenie bylo ciemno iwcalenie strasznie.

Szaszkanie bala sie ciemnosci. Boja sie ci, ktrzy nicnie wiedza. Zniewiedzy wszystkie strachy tak jej mwila babcia. ASaszka wiedziala dokladnie, kto tam wciemnosci pod lzkiem szusci ichce ja zlapac za nogi iwystraszyc. Nawet specjalnie gasila lampe ibawila sie ztym, co zyje pod lzkiem. On lapal, ona wesolo piszczala izadzierala wysoko nogi. Itak sie razem weselili. Najwazniejsze, zebynie zapomniec potem nakarmic domowika. Onnie tylko lapac umie, jest calkiem pozyteczny, jesli go szanowac.

Saszka domowikanie widziala ni razu, tylko lapy czula, kiedy chwytal za nogi. Ijeszcze slyszala czasami jego smieszek zciemnego kata. Babcia mwila, ze oni wszyscy sa malutcy imaja wlochate nogi. Pewnie jak hobbici. Ahobbitwnie trzeba sie bac, oni sa dobrzy. Profesor napisal wszystko na ich temat. Te ksiazke przerabiali wszkole iSaszka potem brala udzial wodgrywaniu pojedynczych scenek. Tylko na hobbita jej wtedynie wzieli, dlatego ze jest chuda iwredna tak powiedzieli chlopcy. Zostala lesnym goblinem, zielonym izwinnym, szalala iwywijala koziolki, iwszystkim przeszkadzala. Wczula sie wrole powiedziala nauczycielka. Anauczyciel sie smial istwierdzil, ze wszystko scisle wedlug metody Stanislawskiego.

Saszka ostroznie rozsunela zaslonki ipchnela na zewnatrz lekkie skrzydla okienne. Wotwartym oknie od razu pojawil sie leb Polkana. Pies szybko dyszal, arzowy jezyk zwisal mu zboku. Pewnie biegal po podwrzu, wariowal.

Idz sobie szeptala Saszka, apelujac do psiej glowy. Idz sobie,nie przeszkadzaj!

Uf uf uf sapal usmiechniety Polkan. Psy usmiechaja sie szczerze, zcalego serca. Akoty, tonie wiadomo, co sobie mysla. Moga smiac sie idrwic. Siedziec sobie wwynioslym milczeniu,nie zwracajac na nikogo uwagi, albo wytrzeszczac oczy wudawanym strachu czy niezrozumieniu, choc wgruncie rzeczy wszystko doskonale rozumieja. Ale usmiechac sie, tak serio,nie moga.

Cicho badz! syknela, odganiajac psa, apotem cos wymyslila. Mocno objela kark Polkana iwyszeptala mu do ucha magiczne slowa:

Na spacerek!

Polkan szarpnal sie, aSaszka jak korek wbutelki wyleciala na dwr, malo conie zdzierajac oparapet swiezo zagojonych kolan. Polkan, szarpiac lancuchem, skakal dookola. Zaszczekalby od przepelniajacych go emocji, gdyby Saszkanie zawisla na nim calym cialem inie zacisnela obu dloni na psiej mordzie.

Cicho, cicho,nie wariuj!

Wczasie gdy Polkan wiercil sie na wszystkie strony, popiskujac imachajac grubym itwardym jak palka ogonem, Saszka odczepila karabinczyk itrzymajac za obroze, pociagnela psa na tyly domu. Otej porzenie warto bylo wychodzic zpodwrza przez furtke wbramie. Zaraz przegonia bydlo, zaraz, strzelajac zbata, przejdzie droga pastuch. Juz lepiej tylem, dolinka, kolo niczyjego wisniowego sadu, na gre, gdzie stoi kamienna baba, wychlostana przez wiatry iczas, szara itoporna. Miastowi, odwiedzajacy wioske, mwia na nia scytyjska, ale Saszka dobrze wiedziala, ze te baby, ktre spotykano na stepach, sa polowieckie inic wsplnego ze Scytaminie maja.

Niby mozna bylo wczesniej uprzedzic, poprosic babcie opozwolenie, ale tak, bez pytania, wczesnym rankiem, przed switaniem, todopiero przygoda!

Minela ogrody iostatnie oplotki ispuscila Polkana, aten pognal przed siebie po skrzacej od rosy trawie, pod zaslona unoszacej sie zwawozu mgly, machajac uszami ipopatrujac od czasu do czasu, czy pani za nim idzie. Chociaz pania Saszki wsumie nazwacnie mozna, pania byla babcia, aona kims wrodzaju kompanki od ganiania izabawy.

Saszka biegla za psem, plaskajac bosymi stopami po chlodnym pyle drzki. Wnocy ziemia stygla, ale jak tylko wzejdzie slonce izrobi sie jasno icieplo, pyl stanie sie delikatny, przyjemny, cieplutki wdotyku.

Zdarza sie gleba czarna, czarnoziemna, taka czepliwa, ktra zmyc trudno. Zdarza sie czerwona, od gliny iilw, ciezka, klujaca, ktra maze sie po najmniejszym nawet deszczyku. Atu, unich, ziemia byla najlepsza, taka szara. Mialka, miekka ilekka. Jesli zrobic kulke zgazety, ale pusta wsrodku, ido tego srodka nasypac ziemi, apotem zwinac brzegi, towychodzi najlepszy granat swiata.

Kiedys, na historii, ogladali stary film oCzapajewie. Tam byla taka scena, jak Pietia ijeszcze inni zaczeli wdzierac sie na wzgrze irzucac wbialych granatami, iwtedy wszyscy wybiegli, azdolnego rogu ekranu, wburce, zszabla wwyciagnietej rece, wypadl Czapaj, aza nim cala jego konnica Itobylo takie super, normalnienie da sie opowiedziec!

No iwlasnie, jesli takie kulki rzucac jak najdalej, tokiedy spadaja, rozrywaja sie prawie jak granaty wkinie. Tyle ze bez dzwieku, ale huk mozna bylo zrobic glosem. Za towybuch prawie jak prawdziwy.

Saszka urzadzila kiedys bitwe ibronila sie takim granatami, gdy prawie ja okrazyli iprzyparli do wawozu. Wrogowie podczolgiwali sie, aona rzucala swoje granaty, krzyczac: trrach! ibumm!, ipyl pokrywal zwyciezonych przeciwnikw. Tak wogle, toniezle im sie wszystkim potem dostalo. Ibabcia gderala, bo trzeba bylo robic kolejne pranie. Chociaz latem pralo sie prawie codziennie iod razu suszylo na sloncu. Dlatego zreszta wszyscy chodzili wjasnej-przejasnej odziezy, odbarwionej prawie do bialosci. Takze sarafany Saszki, zpoczatku mieniace sie niebieskimi iczerwonymi kwiatuszkami, teraz byly juz prawie biale.

Wbiegla na sam czubek wzgrza izatrzymala sie, przycisnela dlonie do piersi, byuspokoic serce ioddech. Tuz nad nia wznosila sie ogromna szara kamienna baba, zrekami skrzyzowanymi na brzuchu. Patrzyla na wschd wielkimi, okraglymi, niewidzacymi oczami.

Saszka takze zaczela wpatrywac sie wtym samym kierunku. Ikiedy nad stepem pojawil sie brzezek slonca, dziewczynka sciagnela sukienke izpiskiem rzucila sie na mokra od rosy wysoka trawe, byturlac sie nizej inizej po zboczu. Dotoczyla sie na sam dl, az wglowie jej sie zakrecilo.Nie wstala od razu, polezala, rozrzuciwszy ramiona iwystawiajac cialo na pieszczotliwe promienie slonca, akiedy wyschla, ruszyla na gre po ubranie. Teraz szla powoli, prawie bez szmeru igdy wychynela ztrawy, tuz przy swojej sukience zobaczyla wlochate nogi, drepczace niepewnie wmiejscu.

Aha! zakrzyczala, ichwycila konczyny. Lapal wilk razy kilka!

Atoglupia. Szarpnely sie nogi. Normalna wariatka. Ajesli ja bym tak ciebie?

Atonie ty polujesz na mnie spod lzka? szczerze zdziwila sie Saszka.

No mwilem, ze gluptas. Przeciez todomowik! Aja dworowik! Ja jak zlapie, topodrapie, ser-rio!

Saszka usiadla na sukience, starajac sienie przygladac zbytnio dworowikowi przeciez nikt za bardzonie lubi, jak sie ktos na niego gapi.

Aco ty tutaj robisz, dworowiku?

Co robie, torobie zawarczal. Ciebie pilnuje. Domowik zdomu wyjscnie moze, wiec mnie poprosil. Malo tomoze O, na golasa po trawie sie kulgasz

Ja moge, jestem jeszcze mala. Zreszta itak nikogoniema.

Jesli mala, toprzypilnowac trzeba!

Usiadl bez szmeru obok niej irazem witali poranne wesole slonce. Saszka idworowik. APolkan wariowal upodnza grki, kogos tam gonil, przed kims tam uciekal, wesolo poszczekujac ipopatrujac wgre, czy aby niktnie obraza jego przyjacilki.



***

Rwno owpl do dziewiatej Zenka stal wyprezony przy swojej lawce witajac nauczyciela. Dlaczego lekcje zaczynaly sie wpl do dziewiatej, dlaczegonie wczesniej inie pzniej niktnie wiedzial. Tak postanowiono strasznie dawno temu icentralny procesornie znalazl wtej tradycji nic zlego.

Do jego piatej m chodzilo dwunastu chlopcw. Tobardzo wygodne. Na wychowaniu fizycznym mozna grac wpilke nozna zinnymi klasami jedenastka na boisku ijeden rezerwowy. Albo wsiatkwke, jesli rozdzielili sie na dwie polowy. Pilka nozna isiatkwka byly wich szkole przedmiotami profilowymi. Uczyly pracy zespolowej, ijeszcze umiejetnosci koncentrowania sie na tym, co wychodzi najlepiej. Dobrze wytrenowany napastnik moze strzelic isto goli, ale jesli na jego bramcenie bedzie nikogo, towodpowiedzi wpakuja mu nawet dwiescie. Agrupa, kolektyw zawsze moze sie obronic. Na dodatek wtych grach obowiazywaly zasady, napisane jeszcze sto lat wczesniej. Wyuczenie sie zasad iich przestrzeganie totez niezbedna wzyciu rzecz.

Wyjasniono im tojeszcze na samym poczatku nauki, wpierwszej klasie, strasznie dawno. Ijeszcze mwili, ze isc naprzd da sie tylko wsplnie, tylko kolektywem, wszyscy razem. Ize kto jest sam, znaczy mniej niz zero. Ozerze tez opowiadali wpierwszej klasie.

Awpiatej bylo juz duzo przedmiotw, ktrych uczyli rzni nauczyciele.

Rano szkola byla pusta, chlodna ibez zycia. Szare swiatlo wpadalo przez wysokie okna, iwszystko stawalo sie jakos bardziej zawilgocone.

Klasy oznaczone litera k uczyly sie na pierwszym pietrze. Na przerwach donosily sie stamtad piski, czasem jakby deptanie, anawet spiew.

Chlopcynie spiewali. Snuli sie ponuro po wysokim korytarzu, szeptali oswoich chlopackich sprawach, prbowali otworzyc zamkniete drzwi sal. Na przerwy wyganiano ich zklas, zeby sienie zasiedzieli inawiazywali nieformalne kontakty. Jednak ztymi kontaktami tojeszczenie za bardzo im wychodzilo. Jak tu zkims sie integrowac wszkole. Sienie da. Ijeszcze te przeprowadzki, zmiana szkl, nowe twarze

Na matematyce, fizyce iwiekszosci pozostalych lekcji pracowali przy terminalach osobistych. Nauczyciel od razu widzial, co kto robi, imgl ucznia poprawic, albo postawic stopien.

Stopnie byly potrzebne. Sumowaly sie ina zakonczenie roku mozna bylo otrzymac bonus. Witka, kolega zklasy, ktry wygral na rejonowej olimpiadzie historycznej, latem pojechal na duzy obz dla dzieci nad morze. Wrcil opalony izadowolony. Iten wyjazd nic anic jego ojcanie kosztowal. Tobyl bonus osobisty Witka. Chlopakowi sie nawet troche wglowie przewrcilo. Troszeczke, pki kolektywnie postawil go na miejsce.

Uczyc sie nalezalo jeszcze dlatego ze do pracynie brali zupelnie niewyksztalconych.

Ale bonus oczywiscie bylnie bez znaczenia.

Zenka ciezko westchnal.

Tak czy inaczej, byc malymnie jest latwo. Trzeba sie uczyc. Choc tonudne. Ale, jak im mwili, nauka totaka praca. Azaplata za te nauke jest ocena.

Trzeba zarabiac bonusy. Pilnowac dyscypliny. Trzeba grac zespolowo, nawet jesli zupelnienie przyjaznisz sie zuczniami wswojej klasie. Azreszta niedlugo przeprowadzka, tojak tu sie przyjaznic?

Szkolny psycholog wyjasnial, ze przyjazn totaka bardzo rzadka rzecz. Tak rzadka, ze mozna miec, powiedzmy, tylko jednego przyjaciela. Itonormalne. Za toumiejetnosc pracy wzespole zawsze sie przyda.

Psycholog wzywal kazdego przynajmniej raz na kwartal. Wypelniali tam przerzne testy, odpowiadali na chytre pytania. Mozna bylonie odpowiadac, jesli tobylo niewygodne. Psycholog nigdynie karcil, tylko stawial jakis znaczek wpapierach. Ajak sie nazbieralo duzo znaczkw, wzywal ojca.

Wlasciwie towsplczesne technologie pozwalaly uczyc sie bezposrednio zdomu, komputer domowy topraktycznie taki drugi szkolny terminal. Jednak do szkoly chodzili wszyscy. Gdyby nikt do szkolynie chodzil, tojak wyuczyc sie kolektywizmu? Ico zrobic ze wszystkimi nauczycielami? Izdyrektorem, zjego pomocnikami? Iszkolnym psychologiem?Nie, uczeszczanie do szkoly bylo calkowicie racjonalne, anawet niezbedne.

Wdomu siedzieli tylko ci, ktrzynie mogli uczyc sie normalnie rozni nerwowi albo zwyczajnie chorzy. Odsiewano ich jeszcze wmlodszych klasach. Psycholog stawial specjalne znaczki wdokumentach, potem podliczal ina koniec roku ktos dostawal bonus, aktos odchodzil uczyc sie wdomu. Itak wyszlo, ze pod koniec czwartej klasy, kiedy konczylo sie nauczanie poczatkowe, wklasach zostawalo po szesciu siedmiu uczniw. Iznich kompletowano klasy piate.

Mwia, ze wczesniej szkl po prostu dla wszystkichnie starczalo, uczono sie na dwie zmiany, awklasach bylo po czterdziestu uczniw. Ijeszcze, podobno, dziewczynki uczyly sie razem zchlopcami. Tojasne, ze poziom nauczania byl wtedy niski. Jak mozna uczyc sie wtakim tlumie, ijeszcze zdziewczynami? Ale wraz ze wzrostem dobrobytu powstalo wiecej szkl. Teraz starcza dla wszystkich.

Zenka odpowiadal na pytania, wybierajac po jednej prawidlowej odpowiedzi sposrd kilku proponowanych. Potem wszyscy razem ogladali film omorzu imorskich zwierzetach.

Potem byl obiad.

Obiad totez taka specjalna szkolna tradycja. Niech tam wdomu jedzenie bedzie ismaczniejsze awlasciwie dlaczego, zamyslil sie na moment Zenka, przeciez produkty sa takie same? za tostolwka wkazdej szkole pozwalala na zatrudnienie jeszcze calej masy ludzi. Idlatego bezrobocie bylo minimalne. Mwili otym na lekcji wychowania obywatelskiego. Itaki wsplny obiad uczyl porzadku. Glwnie przestrzegania zasad prawidlowego zywienia ikalorycznosci pozywienia.

Po obiedzie byla jeszcze lekcja fizyki, apotem wychowanie fizyczne. Grali wpilke nozna zszsta klasa, skonczylo sie remisem. Znaczy, kazdy dostal po plusie. Po meczu zegnali sie zgodnoscia, sciskali sobie dlonie, mwili, ze jak jeszcze troche potrenuja, tomoga wygrywac ze starszymi. Aza tonalezy sie bonus.

Zenka czytal oprzyszlosci wpowiesciach fantastycznych. Tam wlasnie tak opisywali szkoly. Nauczyciel mezczyzna. Iklasy calkiem nieliczne. Ikomputery uwszystkich na lawkach. Tylko osamych lekcjach niktnie napisal. Nawet Strugaccy.

W szkole im wyjasnili, ze klasowo-lekcyjny system nauczania tofundament wsplczesnego ksztalcenia. Ze zadne inne formy nauki dorastajacego pokolenianie udowodnily na razie swojej aktualnosci iracjonalnosci. Dlatego mieli po szesc-siedem lekcji kazdego dnia. Konsekwentnie. Mniej tylko przed wakacjami.

Ijeszcze byla godzina wychowawcza, na ktrej wychowawca tlumaczyl, kto iza co otrzymal punkty, dawal rozne rady, ocenial zachowanie iwyglad zewnetrzny.

Zenka spytal go, tak jak wczoraj tate, po co rysowali Dziadka Mroza, zjego ta niby wnuczka.

Wychowawca wyjasnil, ze wten sposb sa uczeni sumiennosci.Nie wszystkie przedmioty, ktre poznaja wszkole, wprzyszlosci przydadza im sie wpracy. Bo, na przyklad, historia

Aco zhistoria? Witka od razu podnisl glowe.

Ato. Historia wzyciu praktycznie nikomu sienie przyda. Tylko tym, ktrzy zostana nauczycielami. Ibiologia, tylko weterynarzom ilekarzom. Ichemia, tylko inzynierom wprzemysle chemicznym. Wszyscy ucza sie tego samego, torozwija wwas zdyscyplinowanie isumiennosc. Rozwija odpowiedzialnosc. Rozumiecie?




  .


   .

   ,     (https://www.litres.ru/aleksander-karniszyn/dziadek-mr-z-nie-istnieje/)  .

      Visa, MasterCard, Maestro,    ,   ,     ,  PayPal, WebMoney, ., QIWI ,       .


